poniedziałek, 15 marca 2010
Władcy Marionetek wg Sekielskiego
Podsumowanie nie jest dostępne.
Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.
piątek, 12 marca 2010
Jest sprawa taka...
Ostatnio w Instytucji, w której pracuję, odbyło się zebranie z Dyrekcją, na którym dowiedzieliśmy się, że czeka nas redukcja etatów...
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po złożeniu powyższej deklaracji, parę dni później, szefostwo ogłosiło nabór, na kolejne stanowiska!
I o co tu chodzi??
Swoje pytanie kieruję do Was, oczytanych, znających się na rzeczy, ludzi z pokolenia, które ponoć wie wszystko. Zaprzyjaźnionych z Wujkiem Googlem, potrafiących wysnuwać logiczne wnioski, z najmniejszych chociażby objawów niekompetencji i pomysłów, rodzących się w głowach Tych, na górze. A wszystko to okraszone jednym wielkim - #FAIL
poniedziałek, 8 marca 2010
KRUK w reklamie!
Tak oto reklamuje się, ponoć największa firma windykacyjna w Polsce - KRUK S. A.
Tą niecodzienną reklamę zobaczyłem wczoraj przypadkiem.
Jakież to piękne, Windykator chce się przecież tylko dogadać (sic!), wystarczy do nich zadzwonić, a oni od razu rozłożą Twój dług na raty, które będziesz w stanie spłacać! Cudne! Na dodatek, ta zniewalająca muzyka! Od momentu ukazania się na ekranie Pani telefonistki, z miejsca tchnęło we mnie nadzieją i beztroskim zaufaniem:
Ach! Oni są po to, żeby mi pomóc!Bardziej ludzka twarz firmy, która zarabia na ściąganiu długów? No cóż, domniemywam iż, w całej tej kampanii wcale nie chodzi o poprawę wizerunku, a zwykłe, oszukańcze, rozmycie prawdziwej działalności spółki tak, aby klient wiedziony papką z reklamy, uwierzył, że jeśli do nich zadzwoni, to pomogą mu spłacić długi. Przecież KRUK to nie bank, mimo że reklamuje się jak bank, to nim nie jest! Główną działalnością firmy jest ściąganie długów i żadne dogadzanie dłużnikom nie wchodzi w rachubę, bo niby czemu miałoby tak być? Jedynym celem jest tu - wyrwanie od takiego, co się należy, plus odsetki za zwłokę i obsługę komorniczą!
Z komornikiem się nie gada, komornikowi się płaci.
Wielu z nas, zapewne miało kiedyś do czynienia z wierzycielami. A to wzięło się pożyczkę na samochód, to na mieszkanie, albo na wymarzony urlop. Mało tego, zapewne większość, miała kiedyś przypadek, że nie zapłaciła w porę rachunku za gaz/prąd/telefon/Internet/etc. Moje osobiste doświadczenia z firmą KRUK S.A. należą do kategorii - zapomniane.
Miałem kiedyś umowę z TP S.A. na zwykły telefon stacjonarny. Po paru latach współpracy, uświadomiłem sobie, że z tego telefonu prawie nie korzystam i że nie opłaca mi się dalej go utrzymywać. Toteż, najzwyczajniej w świecie, przy najbliższej okazji, nie przedłużyłem z w/w operatorem swojej umowy...
TP S.A. wdzięcznie stwierdziło, iż wszystkie rachunki mam opłacone, więc nic nie stoi na przeszkodzie zaprzestania świadczenia usług telekomunikacyjnych, musieli jednak wysłać mi ostatnią fakturę na kwotę (uwaga!) 1,22 PLN, bo takie mają procedury... Z rozbawieniem zapłaciłem tę kupę szmalu przelewem przez Internet (na poczcie sam przekaz kosztowałby z 5 zł!) i wszystko miało się zakończyć Happy End'em.
Oczywiście, życie nie byłoby życiem, gdyby nie pewno ale...
Po miesiącu od zapłacenia owej "śmiesznej" sumy, na moją skrzynkę wpłynął list od KRUK S.A. wierzyciela rzekomego długu, który nie został uregulowany ze spółką TP S.A., parę lat wcześniej. List był napisany w swoistym, roszczeniowym tonie, z naciskiem na niezwłoczne uregulowanie zaległej opłaty (bodajże ok 80 zł), na konto w/w wierzyciela, pod groźbą natychmiastowego wszczęcia postępowania komorniczego! Zaraz po tym, ładnie wytłuszczony, widniał ów "przyjazny" numer 71 888 00 w celu kontaktu. ;-)
Co zrobiłem?
Po prostu to olałem, gdyż miałem wówczas pewność, że wszelkie zobowiązania płatnicze w stosunku do TP S.A., mam uregulowane w 100%. Poza tym na wszystkie faktury miałem potwierdzenia wpłat, w elektronicznym wyciągu swego konta, więc w razie dalszego nękania mnie przez powyższą firmę, to ja służyłbym im pomocą - prawną.
Morał?
Do dzisiaj nie wiem o co chodziło z tymi 80 zł dla KRUK'a, ale, ponieważ było to ładnych parę lat temu i nigdy więcej nie dostałem od nich podobnego pisma, nie zawracam sobie tym głowy. Może kiedyś, rzeczywiście, zapomniałem zapłacić jakiegoś rachunku za telefon, ale czy w takim wypadku TP S.A nie nękałaby mnie owym zadłużeniem przy każdej kolejnej fakturze, aż do skutku? A może było tak, że w ramach swoistej "zemsty" za nieprzedłużenie z nimi umowy, sprzedali owej, "przyjaznej" dłużnikom, firmie windykacyjnej moje dane osobowe, a ta już, na bazie swych zawodowych praktyk, po prostu próbowała złapać kolejnego naiwnego klienta, na swój numer kontaktowy, który zapewne jest dopiero zapalnikiem* wszelkich czynności komorniczych.
Oj ten dzisiejszy marketing, normalnie ubaw po pachy!
* teoria spiskowa głosi, że ten kto nie oddzwoni pod wskazany numer, zostaje po jakimś czasie po prostu skreślony z listy potencjalnych "klientów", o ile oczywiście kwota zadłużenia jest niewielka i Windykacji nie opłaci się wszczynać o nią kosztownych procedur komorniczych.
niedziela, 7 marca 2010
Wreszcie dostałem konkretną odpowiedź!!
Wczoraj w skrzynce na listy znalazłem kopertę z logiem banku BPH.
Pomyślałem: czyżby wreszcie przeczytali moje pismo - ze zrozumieniem?
Zaciekawiony, otwieram kopertę, wyjmuję z niej 2 kartki A4, spięte spinaczem. Czytam...
Cóż... Nareszcie dostałem, konkretną odpowiedź, przedstawiającą rzeczowe argumenty odnośnie, podpisanej przeze mnie Umowy. Argumenty, do których mogę się jakoś odnieść.
Przypominam jest to 7 tydzień od daty wysłania mojego pisma do banku (od 23.01.2010 r.)!
Przyjrzyjmy się zatem owym argumentom:
Sz. P. Specjalista Działu Obsługi Zapytań i Reklamacji banku BPH (tym razem nazwiska nie opublikuję) stwierdza, iż podpisując umowę własnym imieniem i nazwiskiem, w której wyraźnie wyznaczono mi raty w kwocie 117,55 PLN miesięcznie, nie mam teraz żadnego prawa do reklamacji. Innymi słowy - widziały gały co brały! Niestety, przy podpisywaniu w/w umowy, nie miałem w głowie otwartego arkusza kalkulacyjnego i nie policzyłem od razu w pamięci, ile to wyjdzie te 117,55 PLN x 12, toteż założywszy, iż Bank potrafi liczyć lepiej ode mnie, zaufałem w ciemno, że wysokość rat została obliczona zgodnie z przedstawioną mi Umową, czyli że ich suma pokryje się z jedyną, przedstawioną w w/w Umowie kwotą kosztów całkowitych = 1369,60 PLN... Powinienem był od razu, spytać, zaraz zaraz przecież to nie tak i prosić o wyjaśnienia, kogo? Sprzedawcę w sklepie Avans!
Bank 1 : 0 Ja!
Jedziemy dalej!
Czyli tak. Podstawowym problemem jest fakt, iż umowa, którą podpisałem, jest umową o kartę kredytową, z limitem debetowym rzędu 6 800 PLN, toteż dokładne wyliczenie Całkowitego Kosztu Kredytu bank uznaje za niemożliwe, ponieważ nie wiadomo, ile z tego debetu klient wybierze. Dlatego w umowie jest podany jedynie szacunkowy CKK równy 1369,60 PLN, wyliczony dla przykładowego kredytu konsumenckiego w wys. 8 000 PLN, wszystko zgodnie z Ustawą o kredycie konsumenckim. Toteż, par. 5 ust. 2 Umowy głosi iż ostateczna wysokość kosztów zależeć będzie od tego, w jakich wysokościach ów limit kredytu, zostanie przeze mnie wykorzystany, jakiego typu transakcje będą dokonywane oraz w jakich terminach i wysokościach będzie następowała spłata zadłużenia.
Szybkie zerknięcie na przytoczony fragment Umowy i wyraźnie widać, że Bank jest "kryty", bo wyliczają CKK jedynie "szacunkowo":
Rzeczywiście Umowa nie określa dokładnej kwoty CKK, wszystkie wyliczenia są szacunkowe, czyli nie mogę na nich oprzeć swoich roszczeń, tym bardziej jeśli miałbym zgłosić sprawę do sądu. Czyli wychodzi na to, że znów poległem.
Czy jest w takim razie coś, do czego mogę się przyczepić?!
Mogę mieć zastrzeżenia co do samej treści Umowy, z której nie wynika jednoznacznie, ile jestem Bankowi dłużny, za dokonanie, przytoczonej przez Pana Specjalistę w piśmie, promocyjnej transakcji bezgotówkowej - Stałe Spłaty na kwotę 1 287,00 PLN! Czyli zakupu telewizora, z którym nierozerwalnie łączy się cały powyższy kredyt!
Dodatkowo, mowa o Ubezpieczeniu powyższego kredytu i kwestia jego rzekomej dobrowolności nadal pozostaje dla mnie niejasna. Zamierzam jeszcze poprosić bank, o wyjaśnienia mi tej kwestii.
Co do samej karty kredytowej... Po jej otrzymaniu, od razu do nich (banku) zadzwoniłem, żeby mi ją zablokowali, a najlepiej anulowali, ponieważ absolutnie nie zamierzam z niej korzystać, na co uzyskałem odpowiedź, iż anulowanie nie jest możliwe, dopóki nie spłacę ostatniej raty. Jedyne co mogłem to, tymczasowo zablokować kartę. W swoim piśmie wyraźnie zresztą zaznaczyłem, że po wpłaceniu przeze mnie ostatniej, 12-ej raty, proszę o niezwłoczne anulowanie w/w karty, co może oznaczać iż nie zamierzałem wykorzystać przyznanego mi na niej debetu. Niestety moje zamierzenia, raczej trudno by było udowodnić. Bank ma podstawy, by twierdzić, iż dopóki jestem w posiadaniu niniejszej karty, dopóty mogę z niej chcieć korzystać, a oficjalnie, zgodnie z Umową, kartę ową posiadam do momentu spłaty przeze mnie całego zaciągniętego zadłużenia.
Co to zmieni i czy się opłaca?
Wraz z pismem od banku, dostałem wczoraj również rachunek telefoniczny, wraz z bilingiem. Co się okazało? Moja pamiętna rozmowa z bankiem, kosztowała mnie brutto, ponad 9 zł! Nie dość, że się nasłuchałem automatycznych sekretarek, to jeszcze parokrotnie mnie przekierowywano, zanim połączono mnie z odpowiednim pracownikiem placówki, któremu również musiałem długo wyjaśniać swoje stanowisko, zanim cokolwiek zrozumiał/ła. Policzmy zatem, ile mnie kosztowała dotychczasowa korespondencja z bankiem. Jak na razie, na wszystkie rozmowy telefoniczne, plus wysłanie pisma na poczcie, wydałem razem ok 18-20 zł. Niewiele? W stosunku do roszczonej przeze mnie kwoty (41 PLN), to przecież niemal połowa, a sprawa nadal zostaje nierozwiązana! Innymi słowy, musiałbym rzeczywiście iść w zaparte, stracić o wiele więcej pieniędzy i czasu, zanim mógłbym cokolwiek zdziałać. Niestety, takie są realia w Naszym kraju. Sam obywatel, nie może nic, poza pieniactwem i wykrzykiwaniem o swoich prawach.
Pomimo moich starań, nie udało mi się powyższą sprawą zainteresować ani UOKiK, ani KNF, ani RPK, zero odzewu ze strony każdej z tych instytucji, każe domniemywać, iż moje podatki idą w błoto!
Jak dla mnie, sprawa ma się ku końcowi, pomimo mych wcześniejszych zapewnień, że nie można odpuszczać tej fali złodziejstwa, na którą jesteśmy narażani każdego dnia, samemu wiele zdziałać nie mogę... Przykre to, smutne i śmieszne zarazem, bo kto by pomyślał, że w XXI wieku, kiedy mamy tyle Urzędów ds. nadużyć/korupcji/ochrony konsumenta/etc., cyfrową telewizję na życzenie, Internet oraz masę reporterów żądnych sensacji, w prostych sprawach dotyczących wielkich instytucji finansowych, nadal jesteśmy osamotnieni w boju...
------
Dnia dzisiejszego tj. 09.03.2010r., otrzymałem pismo z Komisji Nadzoru Finansowego, która, jako jedyna dotychczas, wykazała zainteresowanie moim przypadkiem! Jak się okazuje, ichni Departament Ochrony Klientów, po wpłynięciu mojego pisma, zwrócił się do zarządu banku BPH S.A., z żądaniem wnikliwego zbadania sprawy i ustosunkowania się do zarzutów przeze mnie przedstawionych oraz o udzielenie mi stosownych wyjaśnień w zakresie poruszonych przeze mnie kwestii. Jednocześnie, KNF od razu zaznacza, iż jako Instytucja Pożytku Publicznego, nie ma żadnej władzy wykonawczej, toteż nie może tak na prawdę nic, poza pisemnym upominaniem/nękaniem, łamiącego prawo konsumenta, banku.
Oto całość pisma z KNF:
Jak mniemam, powyższa odpowiedź banku, jest właśnie efektem owych działań KNF. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, aby BPH wysyłało mi z własnej nieprzymuszonej woli, dwa jakże odmienne od siebie pisma, dotyczące tej samej sprawy. Czyli, gdyby nie pomoc w/w Urzędu, bank nadal miałby mnie w d...
Tylko, czy tak naprawdę to coś zmieniło w kontekście całej sprawy?
piątek, 12 lutego 2010
Po rozmowie telefonicznej z Obsługą Klienta banku BPH...
Sprawa bulwersuje mnie coraz bardziej. Zadzwoniłem wczoraj do obsługi klienta banku BPH, w sprawie uzyskania jakichś dodatkowych informacji odnośnie pisma, które mi wysłali.
Konkluzja może być tylko jedna - bank leci sobie w kulki z każdym klientem, który ośmiela się zgłaszać jakiekolwiek reklamacje. Ty, drogi konsumencie, jesteś tylko i wyłącznie od płacenia, według zasady - "Płać i płacz!"
Oto szczegóły rozmowy z Obsługą Klienta banku BPH:
Po pierwsze, na wstępie od razu zaznaczam, iż Panienka z obsługi (nadal!) nie miała wglądu w treść:
a) umowy ze mną podpisanej (mimo kopii, którą do nich wysłałem!)
b) mojego pisma
Miała za to informację, że złożyłem oświadczenie o odstąpieniu od umowy i na nic zdały się moje tłumaczenia, że od żadnej umowy nie odstępuję, że złożyłem jedynie reklamację z prośbą o korektę rachunkową, rozłożonych mi przez bank rat. Niestety, ona ma w komputerze, że złożyłem tylko oświadczenie o odstąpieniu (bla bla bla) i już! Moja irytacja w tym momencie wzrasta...
Po drugie, na ekranie przed sobą, Pani wyraźnie widzi kwotę transakcji, czyli 1287 zł (kwota ta rzeczywiście pojawia się w umowie na stronie 7, gdzie wyliczone są raty) i nic więcej, toteż nie rozumie o co mi chodzi z tym Całkowitym Kosztem Kredytu w kwocie 1369,60 zł, na co ja mówię żeby sobie policzyła sama, że 12 x 117,55 zł to nie 1287! Tutaj Pani zmienia taktykę i wyjawia tajemnicę o dobrowolnym ubezpieczeniu, którym została objęta moja transakcja. No proszę, jakie to słodkie, tak się o mnie troszczą, że sami za mnie podejmują decyzję o ubezpieczeniu!
- Skoro tak, - powiedziałem - to proszę mi to "dobrowolne" ubezpieczenie anulować, ponieważ na żadne takie ubezpieczenie, przy podpisywaniu umowy, się nie godziłem, a w samej umowie, próżno szukać czegokolwiek na ten temat! Na co, Pani wyraźnie dała mi do zrozumienia, że teraz jest to już niemożliwe... Jak to? Wpierw mój kredyt został objęty dobrowolnym ubezpieczeniem bez mojej wiedzy, a teraz nie mogę z tego dobrowolnego ubezpieczenia, w trakcie trwania umowy, zrezygnować? Ot definicja przymiotnika dobrowolny, w słowniku bankowym!
Jedziemy dalej! Co mi Pani doradza? Doradza mi przesłać do banku pismo. Na mą sugestię, iż takie pismo już przecie ode mnie otrzymali, dostaję, jakże znaną mi już, odpowiedź, że przesłałem im jedynie oświadczenie o odstąpieniu od umowy.
- Jakie odstąpienie?? Co mi Pani tu... mówi?! - właśnie się zorientowałem, że zacząłem krzyczeć do słuchawki - Przecież, wysłałem do was jedynie pismo reklamacyjne z prośbą o korektę rat! Gdzie ma Pani tam napisane, że odstępuję od umowy, proszę mi wskazać?! - pytam.
- Nie mam wglądu w Pańskie pismo, więc nie mogę Panu przytoczyć...
- To proszę mnie połączyć z kimś, kto ma wgląd w to pismo! - drę się na cały głos.
- Niestety nie ma takiej możliwości...
- Proszę połączyć mnie natychmiast z Pani przełożonym!
- Nie ma takiej możliwości, gdyż pracuje tylko do godziny 16... Dość! Na tym ma cierpliwość się wyczerpała, pożegnałem się z Panią ozięble, kwitując całą sprawę oświadczeniem (a jakże!), iż od tej pory moim przypadkiem zajmie się odpowiednia, powołana specjalnie ku temu, instytucja państwowa! I to jest jedyne oświadczenie, jakie ode mnie otrzymają.
Dziś, mój dobry znajomy (prawnik z zawodu), polecił mi wysłać do nich kolejne pismo, z prośbą o bardziej szczegółowe wyjaśnienia, gdyż te, które otrzymałem są niewystarczające.
Jak myślicie, przeczytają w końcu te moje pismo ze zrozumieniem, czy nadal będą mi słać jakieś zdawkowe, nie mające nic wspólnego z tematem, odpowiedzi? A może przeceniłem jednak ich możliwości, może powinienem skomponować inne pismo, takie które ogarnąłby nawet przeciętny Amerykanin (z prawdziwie dobrowolnym ubezpieczeniem na życie)? What do You think?
środa, 10 lutego 2010
Odpowiedź z banku!
W dniu 10 lutego 2010 r. otrzymałem z banku pismo, w sprawie poruszanej przeze mnie niezgodności w umowie kredytowej zawartej z bankiem GE Money, obecnie BPH (więcej w poście Praktyki GE Money Bank).
Po przeczytaniu go wpadłem w osłupienie...
Nie dość, że nie ustosunkowali się do 90% treści mojej reklamacji, to jeszcze oświadczają mi, że próbowałem odstąpić od zawartej z nimi umowy! Tymczasem, z treści mojego pisma, wynika wyraźnie, iż poprosiłem grzecznie o korektę błędu rachunkowego, z którego wynika iż zapłacę bankowi o 41 zł więcej niż mam na umowie!!
Skandal, brak kompetencji + kłopoty ze zrozumieniem tekstu, są u nich widocznie normą!
Załączam kopię pisma, otrzymanego od Pani Elżbiety Kraczek, (uwaga!) Kierownika Działu Aneksów i Rozliczeń Kredytów, wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd!
Z całego powyższego dokumentu, tylko jedno zdanie uważam za odnoszące się do sedna sprawy. A mianowicie:
"Pozostałe warunki ww. umowy o kredyt odnawialny nie zmieniają się, w związku z czym jest Pan zobowiązany do spłaty zadłużenia zgodnie z informacjami podawanymi w przesyłanych przez Bank co miesiąc zestawieniach transakcji."
Zgodnie z informacjami podawanymi w przesyłanych przez Bank co miesiąc zestawieniach transakcji? A czemu nie - zgodnie z umową? Czy to oznacza, że bank może każdemu kredytobiorcy, ustalać raty miesięczne wg własnego widzimisię, nie zważając na zapisy umowy??
Ot, pytanie do banku BPH...
Po debacie, czyli - PO kiego to było??
Po debacie premiera z Internautami, rządowa ustawa "cenzury" internetu została zawieszona i nie jest to zaskoczeniem, jednakże strasznie martwi fakt, iż z materiałów dostępnych mediom, wynika taki oto obraz polskiej rzeczywistości:
Dziś poseł Janusz Piechociński (z koalicyjnego PSL) ujawnia przyczynę, która w rzeczywistości miała stać za decyzją premiera. Z wpisu na blogu Piechocińskiego wynika, że premierem nie kierowała jednak dobra wola, a przepisy polskiego prawa, z którymi zaproponowana przez jego rząd ustawa jest niezgodna.Czyli, prace rządowych myślicieli, których utrzymujemy z własnych pieniędzy, skwitować można jednoznacznie: kpiny!
Według Janusza Piechocińskiego, specjalna podkomisja sejmowa otrzymała opinię od Biura Studiów i Analiz Sejmowych, w której stwierdzono, że rządowa specustawa jest niezgodna z Konstytucją, gdyż wprowadza przepisy naruszające wolność słowa oraz ograniczające dostęp do informacji.
Po otrzymaniu opinii prawnych, podkomisja dziś odrzuciła propozycje rządu, dotyczące cenzury w Internecie.
Źródło PCLab.pl.
sobota, 30 stycznia 2010
Debata z Premierem, alias zapytajpremiera.pl
Wkrótce ma się odbyć debata Premiera Donalda Tuska z polskimi Internautami. Jej tematem, ma być oczywiście sprawa rządowego projektu ograniczania dostępu do stron odgórnie ustalonych za zakazane, czyli w skrócie nazwana przez większość cenzurą Internetu.
Przedsięwzięciem zajął się znany (lub nie) bloger Maciej Budzich z mediafun.pl. Przygotowania idą pełną parą, powstała specjalna strona http://zapytajpremiera.pl, czyli wszystko idzie w dobrym kierunku. Ciekawostką jest fakt, iż aby zadać pytanie w debacie, wystarczy mieć konto w którymś z popularnych portali społecznościowych/mikroblogowych, jak: blip, twitter, facebook, flaker, czy goldenline.
Nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądać sama debata, ale na Facebooku powstał odpowiedni topic, w którym można już zadać Premierowi swoje pytanie.
Jako żywo zainteresowany całą sprawą, umieściłem tam swoje zapytanie, o następującej treści:
Nie mam zamiaru ukrywać, iż jakakolwiek cenzura w naszym życiu, osobiście bulwersuje mnie do cna! Jednocześnie mam skromną nadzieję, iż żadne tego typu przedsięwzięcia, w tym kraju po prostu nie przejdą, zwłaszcza, że jako naród jesteśmy, w tym aspekcie, historycznie doświadczeni, o czym każdy kolejny rząd nie powinien zapominać!
P.S. O pomysłach ocenzurowania Internetu już tu zresztą pisałem, odsyłam do lektury posta Internet = wylęgarnia chamstwa i plugastwa!
Przedsięwzięciem zajął się znany (lub nie) bloger Maciej Budzich z mediafun.pl. Przygotowania idą pełną parą, powstała specjalna strona http://zapytajpremiera.pl, czyli wszystko idzie w dobrym kierunku. Ciekawostką jest fakt, iż aby zadać pytanie w debacie, wystarczy mieć konto w którymś z popularnych portali społecznościowych/mikroblogowych, jak: blip, twitter, facebook, flaker, czy goldenline.
Nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądać sama debata, ale na Facebooku powstał odpowiedni topic, w którym można już zadać Premierowi swoje pytanie.
Jako żywo zainteresowany całą sprawą, umieściłem tam swoje zapytanie, o następującej treści:
1. Jak sobie Pan wyobraża Internet w Polsce za kolejnych paręnaście lat?
2. Czy chciałby Pan, aby przed każdym udzieleniem dostępu do Internetu, obywatel musiał potwierdzać swoją tożsamość, logując się do jakiegoś rządowego systemu monitoringu mediów??
3. Jaka jest Pana główna pobudka dla prób ograniczania ludziom dostępu do czegokolwiek (z naciskiem na dostęp do wiedzy, którą obecnie w głównej mierze jest Internet właśnie) i jak to się ma do wolności słowa, sumienia, przekonań religijnych (bo skąd mamy wiedzieć, czy za chwilę strony traktujące o religii muzułmańskiej, nie zostaną zakwalifikowane na taką czarną listę, pod przykrywką walki ze światowym terroryzmem), czy nawet Pańskich obietnic wyborczych o prawdziwej drugiej Irlandii??
4. Czy rzeczywiście uważa Pan Polaków za niedouczonych imbecyli, tudzież niedorozwiniętych prostaczków, których trzeba koniecznie trzymać za rączkę, pokazując im (na szczeblu rządowym!) co jest obyczajowo przyjęte, a co nie (o! przepraszam, jeśli całe zło w Internecie zostanie zablokowane, to nie będzie już co pokazywać w tej drugiej kategorii, prawda?), bo inaczej, mając dostęp do tej nieograniczonej niczym przestrzeni wirtualnej, najzwyczajniej w świecie zbłądzą, pogubią się, czy zejdą na złą drogę, produkując w domowych zaciszach bomby atomowe, tudzież niewykrywalne pistolety maszynowe, w międzyczasie oglądając, dla zabawy, dziecięce porno??
5. Czy rządowi specjaliści od IT, są odpowiednio przygotowani na "wojnę" z niezliczoną rzeszą, młodych, prężnych umysłów, specjalizujących się w obchodzeniu najwymyślniejszych zabezpieczeń sieciowych, a zwłaszcza tych, które w sposób odgórny ograniczają, czyt. cenzurują, dostęp do jakichkolwiek zasobów informacyjnych??
Nie mam zamiaru ukrywać, iż jakakolwiek cenzura w naszym życiu, osobiście bulwersuje mnie do cna! Jednocześnie mam skromną nadzieję, iż żadne tego typu przedsięwzięcia, w tym kraju po prostu nie przejdą, zwłaszcza, że jako naród jesteśmy, w tym aspekcie, historycznie doświadczeni, o czym każdy kolejny rząd nie powinien zapominać!
P.S. O pomysłach ocenzurowania Internetu już tu zresztą pisałem, odsyłam do lektury posta Internet = wylęgarnia chamstwa i plugastwa!
czwartek, 21 stycznia 2010
Praktyki GE Money Bank
W skrócie: oszukali mnie! Jak? Normalnie, po polskiemu. Gdzie? W sklepie RTV/AGD Avans! Dlaczego? Głupie pytanie! W jaki sposób? Przez kredyt Raty 0%, zaciągnięty na głupi telewizor LCD w GE Money Bank S.A. A było, tak...
Pewnego pięknego dnia, zapragnąłem mieć telewizor. Taki, jak wszyscy normalni ludzie w moim wieku - czyt. duży i płaski. Wybrałem się więc do najbliższego sklepu RTV/AGD, padło na Avans. Tam, szybko wybrałem sobie odpowiadający mi model i... Popełniłem fatalny błąd - kupiłem go sobie na raty, a muszę dodać, że raty te, pięknie mieniły się w sklepie, chwytliwym ostatnio sloganem - RATY 0%.Niestety, dopiero po pół roku, miałem dłuższą chwilę, by usiąść i dokładniej przyjrzeć się temu kredytowi, ponieważ cały czas drążyło mnie poczucie, że ktoś mnie tu zrobił w konia! No i masz! Doszukałem się!
Po głębszym zapoznaniu się z siedmioma stronami "zaciurkanymi" drobnym maczkiem odkryłem, iż suma rat, które wyliczył mi bank, nijak nie chce pokryć się z kwotą podaną w podpisanej przeze mnie umowie. Z prostego obliczenia wynika, że zapłacę bankowi 41 PLN więcej, niż powinienem! Mało! - powiecie. O takie grosze nie ma się co kłócić! - zadrwicie.
A właśnie, że DUPA! Nie ma, że mało, nie ma że się nie opłaca! Tutaj nie chodzi o te 41 zł, tutaj chodzi o przyzwolenie! Jeśli pozwalamy bankom (i wszystkim innym), okradać nas, ze swych ciężko zarobionych pieniędzy, tylko dlatego, że domaganie się swoich praw, przysparza trochę zachodu, to równie dobrze możemy zrzec się płacy, w imię dobra Państwowej przedsiębiorczości! Poza tym, nie zdziwiłbym się, gdyby podobne praktyki owego banku, zgłosiło teraz całe grono jego pozostałych klientów. Wyobrażacie sobie jaka to kasa, jeśli na każdym kredycie udałoby się wyrwać te paredziesiąt/set złotych? Sądząc po naszych przyzwyczajeniach i ospałości w reakcjach, można by rzec, że tylko niewielka liczba osób, zdecydowałaby się walczyć o swoje, co daje takiemu "pseudobankowi" naprawdę wielkie pieniądze, zupełnie za darmochę. Smutne, ale prawdziwe...
Zadzwoniłem dziś do nich (banku) i okazało się, że Pani z obsługi nie wiedziała jak mi pomóc, skończyło się na tym, że poleciła mi wysłać do siedziby banku pismo, wraz z KOPIĄ UMOWY, ponieważ (uwaga!) ona mojej umowy nie posiada i nie może zweryfikować jej treści! Żart? Bynajmniej!
Oto pismo, które wystosowałem, w tej sprawie do Banku:
-------
Do dyrekcji BPH Bank S.A. (dawniej GE Money Bank S.A.)
z siedzibą w Gdańsku,
przy ul. Marynarki Polskiej 177
W związku z rozbieżnością, którą odkryłem w treści umowy kredytowej nr ***, zawartej z Państwem w dniu ***, czyli różnicą pomiędzy podaną w ww. umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) w wysokości 1369,60 PLN, a sumą wyliczonych mi przez Państwa rat tj. 117,55 PLN x 12 = 1410,60 PLN, oświadczam iż obowiązującą mnie kwotą spłaty całego, zaciągniętego u Państwa, kredytu jest podana powyżej kwota CKK równa 1369,60 PLN, nie zaś kwota, którą otrzymuję po zsumowaniu wyliczonych przez Państwa rat miesięcznych! Żadne tłumaczenia o dodatkowych kosztach/ubezpieczeniu kredytu, mnie w tym wypadku nie interesują, z prostej przyczyny: na żadne tego typu (dodatkowe) koszty, przy podpisywaniu umowy, się po prostu nie godziłem, co więcej nie zostałem o nich nawet poinformowany, nie wspominając już o fakcie, że w umowie nigdzie nie widnieje suma 1410,60 PLN! Jest w niej za to wyraźnie podany całkowity koszt kredytu (CKK) równy 1369,60 PLN, na który to składają się:
0 PLN prowizji za udzielenie kredytu,
953,60 PLN odsetek należnych bankowi za cały okres kredytowania,
416,00 PLN opłaty z tytułu ubezpieczenia Kredytobiorcy na wypadek zgonu, trwałej i całkowitej niezdolności do pracy oraz utraty pracy, albo poważnego zachorowania według wyboru Kredytobiorcy (nikt mi takiego wyboru nie dał!).
Pragnę poinformować Państwa, iż zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim z 2001 r., całkowity koszt kredytu (CKK), podany w Umowie o kredyt konsumencki (UKK), jest ostateczną kwotą, którą Kredytobiorca ma obowiązek spłacić, o ile nie zgodził się on dobrowolnie, na dodatkowe koszty fakultatywne, co w moim przypadku nie miało miejsca, ponieważ przy transakcji, wyraźnie zaznaczono, iż ubezpieczenie w takiej formie, w jakiej widnieje na Umowie, jest obowiązkowe, czyli winno być wliczone w CKK (owo 416 PLN).
Wobec powyższego proszę o niezwłoczną korektę wyżej opisanych rat spłaty kredytu tak, aby ich suma była jednoznaczna z podaną mi w umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) równą 1369,60 PLN! Dodam tylko, że spłaciłem już 5 (słownie pięć) rat po 117,55 PLN, co daje w sumie kwotę równą 587,75 PLN, czyli do spłaty całości pozostało 781,85 PLN (1369,60 - 587,75), którą to kwotę proszę rozbić na pozostałe raty.
Jednocześnie proszę też o unieważnienie karty kredytowej nr ***, niezwłocznie po spłaceniu przeze mnie zaciągniętego u Państwa kredytu. Stosowny wniosek, wraz z moim podpisem, znajduje się na szóstej stronie Umowy, w dołączonych do tego pisma załącznikach.
Załączniki:
Do niniejszego pisma dołączam kopię Umowy, oraz ostatni rachunek otrzymany od Państwa, na którym wyraźnie widać doliczoną, niejasną dla mnie, sumę opłat (10,30 PLN) za dodatkowe ubezpieczenie, doliczaną mi do każdej raty. Dla ułatwienia, pozwoliłem sobie zaznaczyć istotne treści.
----------
W załącznikach wyraźnie widać ile wynosi całkowity koszt kredytu (CKK):
A tu, dodatkowe 10,30 zł, pobierane za każdy miesiąc:
Jak widać, bankowcy z GE Money mają wyraźne problemy z matematyką.
Ciekaw teraz jestem, jak się z tego wytłumaczą i którym paragrafem, zaczną się wykręcać?
P.S. Na razie pozostaje mi tylko czekać na odpowiedź z banku, dalsze losy całej sprawy oczywiście opublikuję.
czwartek, 24 grudnia 2009
Życzenia świąteczne!
Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślno... Yyy, to już zapewne słyszeliście/czytaliście...
Z tego miejsca pozostaje mi życzyć Nam wszystkim tylko jednego:
obyśmy dożyli kiedyś Państwa PROFESJONALISTÓW,
kompetentnych w 100%,
odpowiedzialnych i uczciwych,
dla których pieniądz z diety poselskiej, równoznaczny jest zobowiązaniu, wobec milionów Polaków,
którzy finansują ją ze swych podatków!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
►
2019
(2)
- ► sierpnia 2019 (1)
- ► marca 2019 (1)
-
►
2014
(3)
- ► grudnia 2014 (1)
- ► czerwca 2014 (2)
-
►
2013
(3)
- ► października 2013 (3)
-
►
2012
(1)
- ► sierpnia 2012 (1)
-
►
2011
(4)
- ► lipca 2011 (2)
- ► czerwca 2011 (1)
- ► kwietnia 2011 (1)
-
►
2010
(26)
- ► listopada 2010 (2)
- ► października 2010 (1)
- ► września 2010 (1)
- ► sierpnia 2010 (1)
- ► lipca 2010 (2)
- ► kwietnia 2010 (1)
- ► marca 2010 (11)
- ► lutego 2010 (3)
- ► stycznia 2010 (2)
-
►
2009
(10)
- ► grudnia 2009 (1)
- ► listopada 2009 (3)
- ► sierpnia 2009 (6)








