Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UOKIK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UOKIK. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 sierpnia 2012

T-Mobile MIX - nowy numer nowe problemy





Kto w XXI wieku przewidziałby, że założenie nowego numeru w międzynarodowej wręcz sieci komórkowej, może być tak trudne, a wręcz niemożliwe... Ale od początku.

Pod koniec lipca 2012 Pani Monika podpisała z T-Mobile umowę na świadczenie usług telekomunikacyjnych w opcji MIX. Dostała kurierem telefon wraz z kartą SIM i numerem telefonu, które wybrała sobie wcześniej na stronie internetowej T-Mobile.pl. Pozostało już tylko czekać, aż operator uaktywni kartę SIM. I tak czekała, czekała, czekała... W końcu, pewnego pięknego dnia otrzymała upragniony komunikat, że karta jest aktywna i można z niej korzystać. I owszem dodzwonić się do niej można bez problemu. Przy próbie połączenia z kimkolwiek, na początku otrzymywała oczywiście komunikat, że konto jest niezasilone. Postanowiła więc to uczynić, kupiła w kiosku kod na doładowanie za 50 zł. Jednak, przy próbie użycia go, na wyświetlaczu wyskakiwał jedynie jakiś nieokreślony BŁĄD i tyle. Środki na koncie się nie pojawiły, nadal nie mogła wykonać żadnego połączenia - nawet do swojego operatora. W słuchawce natomiast pojawił się uprzejmy głos mówiący tylko tyle, że jej karta została zablokowana.

Czyli co, podpisała umowę, dostała telefon z kartą SIM, ale bez możliwości wykonywania połączeń wychodzących.

Pierwsze zgłoszenie problemu u operatora przez telefon (znajomego), dało nadzieję na szybkie załatwienie sprawy. Miła Pani w słuchawce oznajmiła, że wina ewidentnie leży po stronie T-Mobile, że jej numer jest źle zalogowany w systemie i obiecała zająć się sprawą osobiście. W ciągu góra 5 dni roboczych sprawa miała zostać załatwiona, a poszkodowana miała otrzymać od firmy bonus w postaci doładowania jej konta. Ucieszona, należytym potraktowaniem klienta i należytą reakcją operatora (wiadomo błędy się zdarzają), odłożyła telefon na półkę i czekała... Kolejne 6 dni i nic. W końcu komunikat, że problem został rozwiązany. Próba połączenia z kimkolwiek i niestety, w słuchawce nadal miły głos, oznajmiający że karta została zablokowana...

Kolejny dzień, następna rozmowa z Obsługą Klienta i znów obietnica, że sprawa zostanie naprawiona priorytetowo, tym razem w ciągu 60 godzin + wytargowane dodatkowe 20 zł zadośćuczynienia, za to że od podpisania umowy, przez tyle dni nie może korzystać z telefonu.

Mija 24 godziny, Pani Monika znowu dostaje smsem komunikat, że problem naprawiony. Niestety, historia się powtarza i nadal nie może się z nikim połączyć, karta zablokowana...

Kolejny telefon do operatora i co? Pani tłumaczy, że w systemie problem nadal widnieje jako zgłoszony, ale nie naprawiony, więc wysłany do niej komunikat nie jest aktualny. Skoro problem w systemie jest nienaprawiony, to z jakiej racji dostaje kolejny raz wiadomość, że sprawa została załatwiona?! Pyta grzecznie, na co odpowiedzi nie dostaje.

Reasumując:
Mija już drugi tydzień od podpisania umowy, a z telefonu korzystać nie można.
Pytanie jakie się rodzi - czy w obecnych czasach, operator ma jakąkolwiek wymówkę, która go usprawiedliwia w takich przypadkach?
Moim zdaniem NIE, zatem skoro wystawia daną kartę SIM z konkretnym numerem na sprzedaż, to numer ten ma być GOTOWY DO UŻYCIA bez dodatkowych działań ze strony klienta jak i usługodawcy, inaczej kompromituje się w oczach klientów jak i samego rynku, a konkurencja nie śpi!

Drodzy operatorzy - macie obecnie takie możliwości, że aż wstyd czytać o takich przypadkach!


sobota, 18 czerwca 2011

PZU = Przywalimy Za Umowę



Kolejny mail od czytelnika:
Drogi JKB!
Piszę do Ciebie, bo staram się nagłośnić swój przypadek, który swój finał będzie zapewne miał w sądzie.
Otóż w 2006 roku, byłem nieszczęśliwym posiadaczem ubezpieczenia samochodu OC, w firmie znanej chyba każdemu Polakowi, tj. PZU SA. Umowa opiewała w dwie raty, które zapłaciłem w terminie, po czym zgodnie z regulaminem i obowiązującym prawem pisemnie wypowiedziałem umowę ubezpieczenia miesiąc przed końcem polisy. Po paru dniach PZU wysłało do mnie pisemne potwierdzenie wypowiedzenia umowy z podziękowaniami za współpracę itd., które posiadam w dokumentach do dziś. Sprawa wydawałoby się prosta i załatwiona jak należy. Do roku 2010, kiedy to do mojego pracodawcy wpłynęło pismo od komornika, który wyrokiem sądu ściągnął (w kilku ratach) z mojego wynagrodzenia, zadłużenie w kwocie 1500 zł + odsetki i koszty sądowe, powstałe z rzekomego nieopłacenia przeze mnie składki za OC w PZU SA! Wspomnę jeszcze tylko, iż wcześniej nie otrzymywałem żadnych powiadomień od ubezpieczyciela w tej sprawie, przez 4 lata kompletna cisza i nagle komornik na mojej pensji! Można sobie wyobrazić moje wkurw... wkurzenie, ale sprawa jak widać może się przydarzyć każdemu, nawet najbardziej skrupulatnemu, a za takiego siebie uważam, klientowi TU. Na zakończenie dodam, iż nigdy nie miałem żadnej innej umowy z pow. ubezpieczycielem, sprawa dot. tej jednej polisy i nawet teraz kiedy dług został uregulowany, mam dziwne przeczucie, że mogą mi wyciąć taki numer ponownie, bo czemu nie, skoro za darmo mogą wziąć od kogoś pieniążki? Wszystko to należy brać pod rozwagę, przy wyborze ubezpieczyciela... Ku przestrodze!
~kowal

Jak widać, sprawa prosta i wydawałoby się oczywista, w PZU ktoś popełnił błąd, za który zapłacił niczemu nie winien klient i to ON będzie się teraz musiał starać o odzyskanie swoich ciężko zarobionych pieniędzy, bo wyrok sądowy, nakazujący ich odebranie, zapadł oczywiście bez jego udziału w rozprawie, czyli zaocznie. Gdyby chociaż otrzymał jakieś powiadomienie, że w takiej a takiej sprawie toczy się postępowanie sądowe, miałby możliwość jakiejkolwiek obrony, mógłby okazać rzeczony dokument, potwierdzający, iż umowę polisy rzeczywiście wypowiedział i sprawa zapewne skończyłaby się polubownie, a tak... Szkoda gadać.

Swoją drogą, ciekaw jestem ilu jest w Polsce takich poszkodowanych przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe i ilu poszło z odsieczą do sądu po odzyskanie swoich utraconych pieniędzy?!

P.S. Autor listu obiecał, że jak tylko będzie miał chwilę, prześle mi skan owego potwierdzenia wypowiedzenia umowy, wystawionego przez PZU SA. Jak tylko go dostanę, od razu go tu zamieszczę.

sobota, 20 listopada 2010

Darmowe minuty do wszystkich, prócz... - takie rzeczy, tylko w Erze!

Kolejny temat, który mnie zbulwersował. Jak zwykle, po dupie dostaje oczywiście klient, nawet ten długoletni.

Bierzesz w Erze abonament Rodzina z DARMOWYMI minutami? Uważaj czy, wśród Twoich bliskich nie ma kogoś kto posiada telefon w sieci innej niż PREFEROWANE (czyt. ERA, Orange, Plus), bo Twoje darmowe minuty, zamienią się wtedy na te "droższe od innych"!

I tak oto z 0 zł za min. rozmowy z osobą w innej sieci, mamy 0,59 zł/min, a 1 SMS z darmowego zrobi się płatny!
Mało tego, na stronie ERY, widnieje wyraźna oferta z tańszymi minutami  do wszystkich. Radzę przeczytać tekst pod ofertą (ten po *). Po jakiemu to, o co cho i kim są Operatorzy Infrastrukturalni? Co mnie w ogóle obchodzi infrastrukturalność sieci GSM?!


W regulaminie świadczeń usług Era, zamieściła odpowiednie objaśnienie (całość zamieszczam pod postem):



Ostrzegam zatem indywidualnych klientów ERY, którym w niedalekiej przyszłości kończy się obecna umowa, a mają znajomych, czy bliskich, korzystających z usług zdefiniowanego powyżej innego operatora "infrastrukturalnego". Moim zdaniem telekomy powinny się jakoś dogadać, bo obecna sytuacja negatywnie wpływa na zadowolenie klienta (nie wybiera się już przyjaciół/znajomych po początkowych cyfrach ich numeru telefonu - zgadza się?)!

A tak poza tym:
Oferta "DO WSZYSTKICH, PRÓCZ...", nie powinna w dzisiejszych czasach w ogóle mieć miejsca, nie sądzicie? Rynek ma tak wielki popyt, że naprawdę nie trzeba sobie utrudniać życia, tylko dlatego, że ktoś posiada własną sieć dostępu i każe za korzystanie z niej płacić. Zresztą co to obchodzi szarego klienta? On chce wiedzieć, że w miesiącu może wygadać tyle i tyle minut za free, bez zastanawiania się przed każdą rozmową, w jakiej sieci będzie jego rozmówca! Poza tym, obecnie, kiedy można przenosić numer z jednego operatora do drugiego, nie da się już przewidzieć, kto w jakiej sieci ma telefon...

A co do nazwy samej oferty, tu do gry zapraszam UOKiK oraz sam UKE, bo skoro taryfa nazywa się DO WSZYSTKICH, a w szczegółach oferty czytamy, że jednak nie jest tak różowo, to sama nazwa wprowadza klienta w błąd.







niedziela, 24 października 2010

Szybki kredyt w mBanku? Najpierw znajdź linka do swojej umowy!

- Kredycik, szybki kredycik!!! Bez formalności, bez zaświadczeń! Kredycik!
- Jak?!
- Wystarczy mieć konto w mBanku, na które przelewasz co miesiąc stałą kwotę pieniędzy. Uosiu!
- I co?!
- I oni już Ci dobiorą odpowiedni kredycik! Składasz wniosek, wpisujesz ile chcesz dostać i ju! Wszystko przez Interneta, parę kliknięć myszką, bez wychodzenia z domu, normalnie!
- Super! To ja kcę!

No i wziąłem...
Ale jako, że pech to moja specjalność, z szybkiej pożyczki, zrobiło się oczekiwanko na naprawę błędu banku...
A wszystko przez głupi system, który nie wygenerował linka do sporządzonej dla mnie umowy, którą trzeba zaakceptować=podpisać cyfrowo, żeby otrzymać pieniądze!

Widzicie tu gdzieś odsyłacz do umowy, który można by zaakceptować??!! Nie? Ja też nie! Sprawdzone na kilku komputerach, różnych przeglądarkach jak i w samej siedzibie mBanku, na ich komputerze! Wszędzie brak linka, czyli - nici z kredytu.

Co jednak najbardziej wkurza w całej historii? To procedury, które w tego typu przypadkach proponuje nasz pierwszy bank internetowy w Polsce! Otóż jedyne co mi doradzono to:
czekać na telefon od nich po kilku dniach i (uwaga!) zaakceptować umowę kredytową telefonicznie (czyli w ciemno?), albo czekać, aż obecna wiadomość "wygaśnie" w systemie z powodu braku mojej akceptacji i system wyśle mi nową z być może poprawnie już wygenerowanym linkiem do umowy!

Tak, czy siak, z szybkiej pożyczki nici!

A upatrzone auto, czekać na mnie zapewne nie będzie...

sobota, 11 września 2010

Farsa Cyfrowego Polsatu!

Niedawno pisałem o przypadku Pana Pawła, który nie mógł się doczekać karty od Polsatu Cyfrowego.

Jak się właśnie dowiedziałem, kartę w końcu otrzymał... Tyle, że parę tygodni po rozwiązaniu umowy z CP!
Zrezygnowany ciągłym czekaniem i niemożnością dowiedzenia się czegokolwiek od infolinii Polsatu, postanowił zerwać współpracę z CP, po czym zamówił usługi u konkurencyjnego operatora i już tego samego dnia mógł cieszyć się telewizją w HD!

Jakież było jego zdziwienie, kiedy parę dni temu, do drzwi zapukał listonosz z przesyłką (płatną za pobraniem), sygnowaną logiem CP. Nie tak dawno jeszcze upragniona KARTA, leżała teraz bezwiednie w dłoniach nieuświadomionego listonosza, zadając spod koperty jedno pytanie - Kochasz mnie jeszcze?
Oczywiście listu nie przyjął, dając do zrozumienia listonoszowi, że nie życzy sobie więcej przesyłek z danym logiem, zamknął drzwi, wrócił do swojego salonu, zasiadł w obszernej, skórzanej kanapie, włączył swój wypasiony TV z FullHD i zanurzył się w ofercie prawdziwie cyfrowej telewizji...
Czego sobie i Wam życzę!

P.S. Niech żyje konkurencja!

czwartek, 5 sierpnia 2010

TP rządzi i dzieli - czyt. nic się nie zmieniło


Zakładając JKB, nie miałem pojęcia, że głównymi sprawami, jakie będę na nim opisywał, okażą się być te, które przydarzyły mi się osobiście. Miałem nadzieję (płonną), że będzie to po prostu miejsce, gdzie dam upust swoim krytycznym ocenom, wobec nieudolnych prób kierowania Państwem i tworzenia prawa pod swoim kątem, przez tych "na górze"... Od pewnego jednak czasu, blog ten, przekształca się w swojego rodzaju pamiętnik mych własnych potyczek z polskim kapitalizmem, który próbuje mnie, uczciwego człowieka, na każdym kroku, wyrolować, lub co gorsza okraść, a wszystko w ramach obowiązującego w naszym kraju prawa (vide sprawa z GE Money Bank). Zakładając, że tego typu sprawy, cieszą się zawsze najlepszą "poczytnością", zaprezentuję dzisiaj kolejną, która także dotknęła mą skromną osobę.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Polsat Cyfrowy - masz starą kartę do dekodera? Odwyk od TV gwarantowany!

Pisze do mnie jeden z czytelników:

Tak się składa, że postanowiłem zainstalować sobie satelitę, a ponieważ mam na  własność cały zestaw - antena + dekoder + karta, wznowiłem swoją dawną umowę z Polsatem, otrzymując przy tym fajny rabat, ponoć tylko dla klientów powracających do Polsatu. Teoretycznie, pozostało mi już tylko zamontować antenę (od czasu starej umowy, przeprowadziłem się do nowego mieszkania) i cieszyć się TV z satelity. Niestety, jak to zwykle w życiu bywa, pojawiły się niespodziewane problemy. Okazało się, że karta, którą miałem w zestawie, jest starego typu (Polsat w 2008 roku wymieniał wszystkie karty na nowe, a ja w tym czasie miałem wypowiedzianą swoją umowę, więc siłą rzeczy karty nie dostałem) i nie da się za jej pomocą obejrzeć czegokolwiek (tak powiedzieli montażyści anteny). No, dobrze wszystko fajnie, tylko skoro w Polsacie wiedzieli, że karta jest starego typu, to czemu aktywowali na nią umowę? Pierwszy telefon na Infolinię Polsatu, dał nadzieję na szybką reakcję. Pani grzecznie oznajmiła, że nowa karta zostanie niezwłocznie wysłana i nie będzie z tego względu, żadnych dodatkowych opłat! Dobra, super! To czekam. Jeden tydzień, drugi tydzień. Wreszcie, nie wytrzymałem - dzwonię po raz drugi. Czego się dowiaduję?
- Karta będzie wysłana w ciągu kilku dni. Czy został Pan poinformowany o opłacie za nią?
- Jakiej opłacie? Nic mi o tym nie mówiono!
- Za kartę trzeba będzie zapłacić 60 PLN, płatne przy odbiorze przesyłki.
- 60 PLN? Wcześniej mnie zapewniano, że nic nie będzie płatne, a tu 60 PLN?
- Przepraszamy, ale nie ma innej możliwości, karta jest płatna. Jeśli ktoś z naszej Infolinii Pana wprowadził w błąd, to bardzo Pana przepraszamy, ale procedur nie możemy ominąć.
- No dobrze. Zapłacę, ale niech ta karta w końcu do mnie dotrze. Już dwa tygodnie czekam!
- Kartę wyślemy na dniach.
- Dziękuję
- Dziękujemy, do usłyszenia!

Mija kolejny tydzień, zaczynają się urlopy. Sam wyjeżdżam na 10 dni, odpocząć. Po powrocie, w skrzynce znajduję list od Polsatu, a w nim kilka pustych druczków do wpłat abonamentowych na poczcie - "...w celu ułatwienia Państwu dokonywania wpłat..." Nic więcej. Żadnej karty.

Mija kolejny tydzień. Dzwonię zdesperowany, po raz trzeci:

- Zamówienie jest w trakcie realizacji.
- Już prawie miesiąc je realizujecie, a ja przez ten okres nie mam telewizji!
- Nic nie poradzę, mam napisane w trakcie realizacji, a faktury abonamentowe będą skorygowane.
- To kiedy w końcu, będę mógł obejrzeć cokolwiek?
- Myślę, że w ciągu kilku dni karta powinna do Pana dojść.

Mija tych kilka (naście) dni. Nadal czekam... Faktura też jeszcze nie doszła. Ciekaw jestem tej rzekomej "korekty"...

- Paweł

Widocznie Polsat uznaje, że jeśli czegoś nie ma w regulaminie, a w tym przypadku terminu wydania nowej karty do dekodera (a może jest tylko niestosowane?), klient pozostaje na łasce operatora i tylko od jego dobrej woli zależy, czy będzie mógł sobie obejrzeć telewizję, czy nie...

Co do reszty, to założę się, że pierwsza faktura, przyjdzie normalna (czyli nieskorygowana)... Po prostu, płać, a jak nie to, składaj reklamacje, pisma, wysyłaj to wszystko pocztą na swój koszt i wyjdzie Ci, że tyle samo wydasz na samą korespondencję, co na abonament w promocji za telewizję, której i tak nie masz, ale za to jaka cisza i spokój w domu, prawda? Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.

AKTUALIZACJA 27.07.2010 r.

Za zgodą Autora listu, wysłałem od siebie zapytanie do Cyfrowego Polsatu w tej sprawie. Mając jednak na względzie fakt, iż niniejszy blog nie posiada (jeszcze? ;P) odpowiedniego "autorytetu" w sieci, a zatem jego "pole rażenia" jest znikome, na wszelki wypadek, sprawę Pana Pawła rozesłałem również, do redakcji portali zajmujących się powyższą tematyką.

środa, 24 marca 2010

UOKiK wyjaśnia!



Niedawno, obiegła kraj wieść, że UOKiK wygrał sprawę przed sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów z operatorem Orange, ws. zakwestionowanych klauzul, zawartych w umowach z abonentami. Media szybko podchwyciły tę, jakże poczytną, wiadomość i ochoczo zabrały się za szerzenie radosnej informacji, wśród gawiedzi...

piątek, 12 lutego 2010

Po rozmowie telefonicznej z Obsługą Klienta banku BPH...



Sprawa bulwersuje mnie coraz bardziej. Zadzwoniłem wczoraj do obsługi klienta banku BPH, w sprawie uzyskania jakichś dodatkowych informacji odnośnie pisma, które mi wysłali.

Konkluzja może być tylko jedna - bank leci sobie w kulki z każdym klientem, który ośmiela się zgłaszać jakiekolwiek reklamacje. Ty, drogi konsumencie, jesteś tylko i wyłącznie od płacenia, według zasady - "Płać i płacz!"

Oto szczegóły rozmowy z Obsługą Klienta banku BPH:

Po pierwsze, na wstępie od razu zaznaczam, iż Panienka z obsługi (nadal!) nie miała wglądu w treść:
a) umowy ze mną podpisanej (mimo kopii, którą do nich wysłałem!)
b) mojego pisma

Miała za to informację, że złożyłem oświadczenie o odstąpieniu od umowy i na nic zdały się moje tłumaczenia, że od żadnej umowy nie odstępuję, że złożyłem jedynie reklamację z prośbą o korektę rachunkową, rozłożonych mi przez bank rat. Niestety, ona ma w komputerze, że złożyłem tylko oświadczenie o odstąpieniu (bla bla bla) i już! Moja irytacja w tym momencie wzrasta...

Po drugie, na ekranie przed sobą, Pani wyraźnie widzi kwotę transakcji, czyli 1287 zł (kwota ta rzeczywiście pojawia się w umowie na stronie 7, gdzie wyliczone są raty) i nic więcej, toteż nie rozumie o co mi chodzi z tym Całkowitym Kosztem Kredytu w kwocie 1369,60 zł, na co ja mówię żeby sobie policzyła sama, że 12 x 117,55 zł to nie 1287! Tutaj Pani zmienia taktykę i wyjawia tajemnicę o dobrowolnym ubezpieczeniu, którym została objęta moja transakcja. No proszę, jakie to słodkie, tak się o mnie troszczą, że sami za mnie podejmują decyzję o ubezpieczeniu!

- Skoro tak, - powiedziałem - to proszę mi to "dobrowolne" ubezpieczenie anulować, ponieważ na żadne takie ubezpieczenie, przy podpisywaniu umowy, się nie godziłem, a w samej umowie, próżno szukać czegokolwiek na ten temat! Na co, Pani wyraźnie dała mi do zrozumienia, że teraz jest to już niemożliwe... Jak to? Wpierw mój kredyt został objęty dobrowolnym ubezpieczeniem bez mojej wiedzy, a teraz nie mogę z tego dobrowolnego ubezpieczenia, w trakcie trwania umowy, zrezygnować? Ot definicja przymiotnika dobrowolny, w słowniku bankowym!

Jedziemy dalej! Co mi Pani doradza? Doradza mi przesłać do banku pismo. Na mą sugestię, iż takie pismo już przecie ode mnie otrzymali, dostaję, jakże znaną mi już, odpowiedź, że przesłałem im jedynie oświadczenie o odstąpieniu od umowy.
- Jakie odstąpienie?? Co mi Pani tu... mówi?! - właśnie się zorientowałem, że zacząłem krzyczeć do słuchawki - Przecież, wysłałem do was jedynie pismo reklamacyjne z prośbą o korektę rat! Gdzie ma Pani tam napisane, że odstępuję od umowy, proszę mi wskazać?! - pytam.
- Nie mam wglądu w Pańskie pismo, więc nie mogę Panu przytoczyć...
- To proszę mnie połączyć z kimś, kto ma wgląd w to pismo! - drę się na cały głos.
- Niestety nie ma takiej możliwości...
- Proszę połączyć mnie natychmiast z Pani przełożonym!
- Nie ma takiej możliwości, gdyż pracuje tylko do godziny 16... Dość! Na tym ma cierpliwość się wyczerpała, pożegnałem się z Panią ozięble, kwitując całą sprawę oświadczeniem (a jakże!), iż od tej pory moim przypadkiem zajmie się odpowiednia, powołana specjalnie ku temu, instytucja państwowa! I to jest jedyne oświadczenie, jakie ode mnie otrzymają.

Dziś, mój dobry znajomy (prawnik z zawodu), polecił mi wysłać do nich kolejne pismo, z prośbą o bardziej szczegółowe wyjaśnienia, gdyż te, które otrzymałem są niewystarczające.

Jak myślicie, przeczytają w końcu te moje pismo ze zrozumieniem, czy nadal będą mi słać jakieś zdawkowe, nie mające nic wspólnego z tematem, odpowiedzi? A może przeceniłem jednak ich możliwości, może powinienem skomponować inne pismo, takie które ogarnąłby nawet przeciętny Amerykanin (z prawdziwie dobrowolnym ubezpieczeniem na życie)? What do You think?

czwartek, 21 stycznia 2010

Praktyki GE Money Bank

W skrócie: oszukali mnie! Jak? Normalnie, po polskiemu. Gdzie? W sklepie RTV/AGD Avans! Dlaczego? Głupie pytanie! W jaki sposób? Przez kredyt Raty 0%, zaciągnięty na głupi telewizor LCD w GE Money Bank S.A. A było, tak...

Pewnego pięknego dnia, zapragnąłem mieć telewizor. Taki, jak wszyscy normalni ludzie w moim wieku - czyt. duży i płaski. Wybrałem się więc do najbliższego sklepu RTV/AGD, padło na Avans. Tam, szybko wybrałem sobie odpowiadający mi model i... Popełniłem fatalny błąd - kupiłem go sobie na raty, a muszę dodać, że raty te, pięknie mieniły się w sklepie, chwytliwym ostatnio sloganem - RATY 0%.

Niestety, dopiero po pół roku, miałem dłuższą chwilę, by usiąść i dokładniej przyjrzeć się temu kredytowi, ponieważ cały czas drążyło mnie poczucie, że ktoś mnie tu zrobił w konia! No i masz! Doszukałem się!

Po głębszym zapoznaniu się z siedmioma stronami "zaciurkanymi" drobnym maczkiem odkryłem, iż suma rat, które wyliczył mi bank, nijak nie chce pokryć się z kwotą podaną w podpisanej przeze mnie umowie. Z prostego obliczenia wynika, że zapłacę bankowi 41 PLN więcej, niż powinienem! Mało! - powiecie. O takie grosze nie ma się co kłócić! - zadrwicie.
A właśnie, że DUPA! Nie ma, że mało, nie ma że się nie opłaca! Tutaj nie chodzi o te 41 zł, tutaj chodzi o przyzwolenie! Jeśli pozwalamy bankom (i wszystkim innym), okradać nas, ze swych ciężko zarobionych pieniędzy, tylko dlatego, że domaganie się swoich praw, przysparza trochę zachodu, to równie dobrze możemy zrzec się płacy, w imię dobra Państwowej przedsiębiorczości! Poza tym, nie zdziwiłbym się, gdyby podobne praktyki owego banku, zgłosiło teraz całe grono jego pozostałych klientów. Wyobrażacie sobie jaka to kasa, jeśli na każdym kredycie udałoby się wyrwać te paredziesiąt/set złotych? Sądząc po naszych przyzwyczajeniach i ospałości w reakcjach, można by rzec, że tylko niewielka liczba osób, zdecydowałaby się walczyć o swoje, co daje takiemu "pseudobankowi" naprawdę wielkie pieniądze, zupełnie za darmochę. Smutne, ale prawdziwe...

Zadzwoniłem dziś do nich (banku) i okazało się, że Pani z obsługi nie wiedziała jak mi pomóc, skończyło się na tym, że poleciła mi wysłać do siedziby banku pismo, wraz z KOPIĄ UMOWY, ponieważ (uwaga!) ona mojej umowy nie posiada i nie może zweryfikować jej treści! Żart? Bynajmniej!

Oto pismo, które wystosowałem, w tej sprawie do Banku:

-------
Do dyrekcji BPH Bank S.A. (dawniej GE Money Bank S.A.)
z siedzibą w Gdańsku,
przy ul. Marynarki Polskiej 177


W związku z rozbieżnością, którą odkryłem w treści umowy kredytowej nr ***, zawartej z Państwem w dniu ***, czyli różnicą pomiędzy podaną w ww. umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) w wysokości 1369,60 PLN, a sumą wyliczonych mi przez Państwa rat tj. 117,55 PLN x 12 = 1410,60 PLN, oświadczam iż obowiązującą mnie kwotą spłaty całego, zaciągniętego u Państwa, kredytu jest podana powyżej kwota CKK równa 1369,60 PLN, nie zaś kwota, którą otrzymuję po zsumowaniu wyliczonych przez Państwa rat miesięcznych! Żadne tłumaczenia o dodatkowych kosztach/ubezpieczeniu kredytu, mnie w tym wypadku nie interesują, z prostej przyczyny: na żadne tego typu (dodatkowe) koszty, przy podpisywaniu umowy, się po prostu nie godziłem, co więcej nie zostałem o nich nawet poinformowany, nie wspominając już o fakcie, że w umowie nigdzie nie widnieje suma 1410,60 PLN! Jest w niej za to wyraźnie podany całkowity koszt kredytu (CKK) równy 1369,60 PLN, na który to składają się:

0 PLN prowizji za udzielenie kredytu,

953,60 PLN odsetek należnych bankowi za cały okres kredytowania,

416,00 PLN opłaty z tytułu ubezpieczenia Kredytobiorcy na wypadek zgonu, trwałej i całkowitej niezdolności do pracy oraz utraty pracy, albo poważnego zachorowania według wyboru Kredytobiorcy (nikt mi takiego wyboru nie dał!).

Pragnę poinformować Państwa, iż zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim z 2001 r., całkowity koszt kredytu (CKK), podany w Umowie o kredyt konsumencki (UKK), jest ostateczną kwotą, którą Kredytobiorca ma obowiązek spłacić, o ile nie zgodził się on dobrowolnie, na dodatkowe koszty fakultatywne, co w moim przypadku nie miało miejsca, ponieważ przy transakcji, wyraźnie zaznaczono, iż ubezpieczenie w takiej formie, w jakiej widnieje na Umowie, jest obowiązkowe, czyli winno być wliczone w CKK (owo 416 PLN).


Wobec powyższego proszę o niezwłoczną korektę wyżej opisanych rat spłaty kredytu tak, aby ich suma była jednoznaczna z podaną mi w umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) równą 1369,60 PLN! Dodam tylko, że spłaciłem już 5 (słownie pięć) rat po 117,55 PLN, co daje w sumie kwotę równą 587,75 PLN, czyli do spłaty całości pozostało 781,85 PLN (1369,60 - 587,75), którą to kwotę proszę rozbić na pozostałe raty.


Jednocześnie proszę też o unieważnienie karty kredytowej nr ***, niezwłocznie po spłaceniu przeze mnie zaciągniętego u Państwa kredytu. Stosowny wniosek, wraz z moim podpisem, znajduje się na szóstej stronie Umowy, w dołączonych do tego pisma załącznikach.

Załączniki:

Do niniejszego pisma dołączam kopię Umowy, oraz ostatni rachunek otrzymany od Państwa, na którym wyraźnie widać doliczoną, niejasną dla mnie, sumę opłat (10,30 PLN) za dodatkowe ubezpieczenie, doliczaną mi do każdej raty. Dla ułatwienia, pozwoliłem sobie zaznaczyć istotne treści.
----------


W załącznikach wyraźnie widać ile wynosi całkowity koszt kredytu (CKK):


oraz jak zostały wyliczone raty miesięczne:


A tu, dodatkowe 10,30 zł, pobierane za każdy miesiąc:



Jak widać, bankowcy z GE Money mają wyraźne problemy z matematyką.
Ciekaw teraz jestem, jak się z tego wytłumaczą i którym paragrafem, zaczną się wykręcać?

P.S. Na razie pozostaje mi tylko czekać na odpowiedź z banku, dalsze losy całej sprawy oczywiście opublikuję.