Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obywatel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obywatel. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 października 2013

Nielegalne wymuszanie zeznań - czyli prawa obywatelskie a fotoradary akt III


Oto ostateczne pismo, które stworzyłem dla Straży Miejskiej w Kaliszu Pom. w nawiązaniu do sprawy Nielegalnego wymuszania zeznań przez SM, opisywanej na tym blogu wcześniej.

Teraz pozostaje tylko je wysłać i czekać na odpowiedź...

niedziela, 27 października 2013

Nielegalne wymuszanie zeznań - czyli prawa obywatelskie a fotoradary akt II


Zgodnie z obietnicą, publikuję odpowiedź dla SM w Kaliszu Pomorskim, na postawione mojej mamie zarzuty niewskazania w terminie kierującego pojazdem.

Można uznać owe pismo za przykład postępowania w podobnych sprawach, należy jednak pamiętać, że każdy przypadek jest indywidualny i potrzebuje własnego opracowania. W każdym razie, wzory odpowiednich pism, którymi się posługiwałem, dostępne są (po zalogowaniu) na stronach 3obieg.pl - http://3obieg.pl/wzory-dokumentow-dotyczace-obrony-przed-mandatami.

Nielegalne wymuszanie zeznań - czyli prawa obywatelskie a fotoradary akt I



Sprawa fotoradarów w Naszym pięknym i praworządnym kraju, już od dłuższego czasu, nie spada z czołówki listy najbardziej bulwersujących Obywateli poczynań obecnej władzy.
Otóż, wspólnie z prawnikami z portalu 3obieg.pl, postanowiłem zabrać swój głos w tej batalii o prawa i obowiązki pomiędzy Obywatelem i Urzędnikiem Państwowym, którym niewątpliwie jest taki Strażnik Miejski/Gminny, czy Inspektor Transportu Drogowego.

piątek, 1 lipca 2011

Od dzisiaj założysz firmę, nie wychodząc z domu!

Krótka notka o bardzo przydatnej opcji, której doczekaliśmy się w rozwoju naszego "cyfrowego Państwa".
Od dziś rusza strona, za pomocą której możesz założyć/zawiesić/zaktualizować swoją działalność gospodarczą, bez wychodzenia z domu i stania w kolejkach do okienka (na dodatek jednego)!
Mowa o www.firma.gov.pl, projekcie rządowym, który po spisie ludności on-line, e-mycie, jest kolejnym wprowadzonym "usprawniaczem" dla nas, szarych obywateli. Niestety, jak już się utarło i niemal polską tradycją się stało, strona w momencie uruchomienia, prawdopodobnie nie wytrzymała naporu zainteresowanych, przez co najzwyklej w świecie przez jakiś czas była niedostępna.
Informatycy odpowiedzialni za rządowy projekt, przekierowali więc adres firma.gov.pl na serwer produkcyjny projektu, na którym testowano cały system tj. http://prod.ceidg.gov.pl/ceidg.cms.engine/. Powstaje jednak pytanie, czy jeśli ktoś skorzysta ze strony w tym momencie, to czy jego wniosek i dane trafią do właściwej jednostki rządowej, skoro system działa na serwerach produkcyjnych??
Grube miliony podatków i dotacji unijnych, znów nie zagwarantowały bezproblemowego startu, tak przecież potrzebnej funkcji e-państwa.

W każdym razie, system obecnie można sobie przetestować, mając nadzieję, że niedługo wszystko zostanie naprawione i będzie działać na docelowych serwerach, a dodając do tego równoczesne wejście w życie ustawy o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, znoszącej wymóg dostarczania do urzędów zaświadczeń i wprowadzenie zamiast nich oświadczeń, można poczuć lekką ulgę, że coś się jednak w kraju zmienia i to na lepsze...

sobota, 18 czerwca 2011

PZU = Przywalimy Za Umowę



Kolejny mail od czytelnika:
Drogi JKB!
Piszę do Ciebie, bo staram się nagłośnić swój przypadek, który swój finał będzie zapewne miał w sądzie.
Otóż w 2006 roku, byłem nieszczęśliwym posiadaczem ubezpieczenia samochodu OC, w firmie znanej chyba każdemu Polakowi, tj. PZU SA. Umowa opiewała w dwie raty, które zapłaciłem w terminie, po czym zgodnie z regulaminem i obowiązującym prawem pisemnie wypowiedziałem umowę ubezpieczenia miesiąc przed końcem polisy. Po paru dniach PZU wysłało do mnie pisemne potwierdzenie wypowiedzenia umowy z podziękowaniami za współpracę itd., które posiadam w dokumentach do dziś. Sprawa wydawałoby się prosta i załatwiona jak należy. Do roku 2010, kiedy to do mojego pracodawcy wpłynęło pismo od komornika, który wyrokiem sądu ściągnął (w kilku ratach) z mojego wynagrodzenia, zadłużenie w kwocie 1500 zł + odsetki i koszty sądowe, powstałe z rzekomego nieopłacenia przeze mnie składki za OC w PZU SA! Wspomnę jeszcze tylko, iż wcześniej nie otrzymywałem żadnych powiadomień od ubezpieczyciela w tej sprawie, przez 4 lata kompletna cisza i nagle komornik na mojej pensji! Można sobie wyobrazić moje wkurw... wkurzenie, ale sprawa jak widać może się przydarzyć każdemu, nawet najbardziej skrupulatnemu, a za takiego siebie uważam, klientowi TU. Na zakończenie dodam, iż nigdy nie miałem żadnej innej umowy z pow. ubezpieczycielem, sprawa dot. tej jednej polisy i nawet teraz kiedy dług został uregulowany, mam dziwne przeczucie, że mogą mi wyciąć taki numer ponownie, bo czemu nie, skoro za darmo mogą wziąć od kogoś pieniążki? Wszystko to należy brać pod rozwagę, przy wyborze ubezpieczyciela... Ku przestrodze!
~kowal

Jak widać, sprawa prosta i wydawałoby się oczywista, w PZU ktoś popełnił błąd, za który zapłacił niczemu nie winien klient i to ON będzie się teraz musiał starać o odzyskanie swoich ciężko zarobionych pieniędzy, bo wyrok sądowy, nakazujący ich odebranie, zapadł oczywiście bez jego udziału w rozprawie, czyli zaocznie. Gdyby chociaż otrzymał jakieś powiadomienie, że w takiej a takiej sprawie toczy się postępowanie sądowe, miałby możliwość jakiejkolwiek obrony, mógłby okazać rzeczony dokument, potwierdzający, iż umowę polisy rzeczywiście wypowiedział i sprawa zapewne skończyłaby się polubownie, a tak... Szkoda gadać.

Swoją drogą, ciekaw jestem ilu jest w Polsce takich poszkodowanych przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe i ilu poszło z odsieczą do sądu po odzyskanie swoich utraconych pieniędzy?!

P.S. Autor listu obiecał, że jak tylko będzie miał chwilę, prześle mi skan owego potwierdzenia wypowiedzenia umowy, wystawionego przez PZU SA. Jak tylko go dostanę, od razu go tu zamieszczę.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Państwo zakazowo/nakazowe - bo palenie szkodzi.


Pozwolę sobie umieścić tutaj swój komentarz, który zamieściłem pod linkiem do artykułu na Facebooku, odnoszącym się do sprawy nurtującej nas wszystkich w dniu dzisiejszym i od tegoż dnia właśnie, a mianowicie znowelizowanej ustawy antynikotynowej - bardziej restrykcyjnej od dotychczasowej.

Kwestia nakazów/zakazów i swoistej nadopiekuńczości Państwa Polskiego, prowadzącego swoich obywateli przez życie, bezustannie łapiąc/ trzymając ich za rączkę, była już poruszana na tym blogu, czas zatem na kolejną cegiełkę w tym fundamencie wynaturzeń:

Obie strony (za i przeciw - przyp. JKB) mają swoje racje. Palenie w pomieszczeniach zamkniętych,bezwzględnie naraża biernych palaczy na utratę zdrowia i nie ma co z tym dyskutować! Przy okazji, skoro już się tak zapędzamy z tym ściganiem palaczy, postawiłbym w tej kwestii pytanie: czy wobec tego, palenie w pomieszczeniu zamkniętym przy osobach trzecich, jest tylko wykroczeniem, czy już przestępstwem ściganym z KK (bo skoro powszechna jest wiedza o szkodliwości owego czynu, to nie ma tu mowy domniemaniu niewinności)?! Oczywiście trzeba brać również pod uwagę drugi aspekt tj. samo zjawisko uzależnienia od papierosa - a nie wypłynęło ono ot tak sobie znikąd, tylko były to długoletnie działania marketingowo-lobbingowe firm, które zbiły na tym biznesie biliony trylionów! Mało tego, gdyby, ktoś mundry wziął się za sprawdzenie i nagłośnienie tego, ile w jednym papierosie mamy substancji UZALEŻNIAJĄCYCH, a na dodatek zaczął Z TYM walczyć, a nie z palącymi, to na pewno nie mielibyśmy dziś kwestii wolności obywatelskich! Ale wiadomo, pieniążki czynią cuda, a wchodzą tu w rachubę naprawdę niewyobrażalne sumy! Jest jeszcze kwestia badań, jak dym nikotynowy ulatnia się na świeżym powietrzu na otwartej przestrzeni i w jakiej odległości od drugiej osoby może być szkodliwy, w celu doprecyzowania, czy można palić np. w parkach, czy na plaży... Wszystko to prowadzi do konkluzji, że aby definitywnie zabronić palenia w każdym miejscu publicznym, trzebaby doprecyzować i podeprzeć się twardymi dowodami, dlaczego tak a nie inaczej. Za dużo jest obecnie niejasności! IMHO,
szkoda tak naprawdę czasu i pieniędzy podatników na ustawy zabraniające - lepiej edukować i wychowywać młodzież w taki sposób, aby wszelkie nałogi od jakichkolwiek używek były dla niej światopoglądowo niedopuszczalne!
Jeden z komentatorów dnia dzisiejszego słusznie zauważył, że "pozwalając ograniczać własną wolność w imię poprawy bezpieczeństwa, pozbawiamy się i wolności i bezpieczeństwa."

Zatem, Drogi palaczu!
Jeśli Twój nałóg, jest silniejszy od Twojego sumienia i woli nieszkodzenia innym, najwyższy czas podjąć decyzję i zadać sobie podstawowe pytanie - czy chcę już do końca swojego życia, uprzykrzać życie innym i jednocześnie samemu sobie?
Jeśli odpowiedź na nie jest twierdząca - nie pozostaje Ci nic innego, jak nie wychodzić z domu, bo w Naszym kraju, jak widać, szkodniki się tępi i to przy pomocy prawa, które ponoć ma służyć każdej jednostce...

A dla tych, którzy na powyższe pytanie odpowiedzą sobie przecząco - polecam książkę Allena Carr'a pod tyt. "Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie".
Poważnie i bez reklamy! Znam osobiście, co najmniej jeden przypadek skutecznego pozbycia się nałogu, po przeczytaniu pow. książki!

POWODZENIA!


wtorek, 25 maja 2010

Państwo na opak = Akslop


O czym tu innym pisać, skoro i tak temat zejdzie samoistnie na jeden i ten sam tor?

Kolejna powódź stulecia... Kolejny raz ludzie tracą dorobki życia, znów wychodzi na jaw prawda o jakości państwa, procedur, a właściwie ich braku, niekompetencji i niedbalstwa ludzi odpowiedzialnych. Kolejny raz mówi się o raportach NIK-u, które nic nie dały, braku planowania, logistyki...
Mało nam w tym roku, rezultatów tej ignorancji i lenistwa? Katastrofa za katastrofą, katastrofę pogania! Ten młody roczek, udowodnił nam wszystkim w ekspresowym tempie, że Polska, mimo Unii, mimo pozornej "nowoczesności", w rozwoju gospodarczym nadal stoi w PRL-u, bo na nic poza wysokimi pensjami dla tych u żłoba, nie ma pieniędzy, a tym bardziej na jakieś "wróżenie z fusów" - jak określają każde długotrwałe planowanie "mędrcy" z góry...

Tok myślenia ludzi decyzyjnych można opisać mniej więcej tak:
A kto przewidzi, czy w tym roku będzie powódź, czy nie będzie? Więc po co się przygotowywać zawczasu, wydawać kupę szmalu na jakieś umacnianie wałów, zbiorniki retencyjne, rowy melioracyjne i inne duperele? A nóż się uda i nie trzeba będzie ludziom wypłacać odszkodowań popowodziowych, a najlepiej postawić na terenach zalewowych nowiuśkie osiedla i jeszcze na nich trochę dorobić, póki woda nie zmiecie ich kompletnie z powierzchni ziemi, bo kiedyś to w końcu nastąpić musi. Ale to przecie odległa przyszłość, nie za mojej kadencji, więc to nie ja się będę tym martwił, prawda? A jeśli nawet to i tak zwalę winę na kogoś innego, w końcu rzeki należą do jednego, rowy do drugiego, a wały do trzeciego!

Rozmyta odpowiedzialność i chciwość ludzi u władzy daje nam takie oto rezultaty.
Swoją drogą, ze sprawą katastrofy samolotu prezydenckiego, mieliśmy podobną sytuację. Teraz czytam, że przed podejściem samolotu do lądowania, w kabinie pilotów znalazł się gen. Błasik, dowódca sił powietrznych. Do tego, Edmund Klich, który jako jedyny do tej pory odsłuchiwał czarną skrzynkę z kokpitu TU-154, wyraźnie dał do zrozumienia, że piloci byli przez to pod dodatkową presją. Nie powiedział tego wprost, ale sprytnie dał do zrozumienia, że gdyby on pilotował ten samolot, to obecność i zachowanie generała, na pewno by mu nie pomogła podjąć właściwej decyzji czy lądować, czy nie. Władza leci, władza ma wylądować - O CZASIE! Bo jak nie, to... To tak właśnie władza kończy. Szkoda słów...

Wszystko w Polsce wymaga natychmiastowej naprawy, a właściwie remontu generalnego. Od dróg, przez rzeki, po system podatkowo-emerytalny, pomoc socjalną państwa, czy służbę zdrowia! Najdziwniejsze jest to, że zamiast tworzyć NOWE prawo, łatamy cały czas stare, po czym się okazuje, że jeden przepis mówi jedno, drugi co innego, a prawda i sprawiedliwość jest gdzieś pomiędzy, czyli na styku prawa, w szarej strefie, a wszelkiego rodzaju cwaniaczki skrzętnie to wykorzystują (vide osiedla na obszarach zagrożonych powodzią)... Można tą sytuację porównać do prac remontowych na naszych drogach. Wpierw kładzie się nową, gładką, nawierzchnię, którą za chwilę trzeba zrywać, bo się okazuje, że pod jezdnią trzeba położyć rury gazowe/wodociągowe, później jeszcze tylko jedno zrywanko nawierzchni dla energetyków i kawałek jezdni ma więcej łat, niż przed tymi wszystkimi remontami. Nie można tego wszystkiego skoordynować zawczasu? Broń Cię Panie Boże! Trzeba by jeszcze opłacić takiego koordynatora-stratega, a to oznacza mniej kasy do kieszeni! Lepiej niech robole się same dogadują, który kiedy ma robić. Taniej to i tak jakoś po polsku.

Ech! Polska to państwo na opak...

czwartek, 15 kwietnia 2010

O tym jak Bank ugina się pod presją prześwietlania umów z nim zawartych...



Czas na podsumowanie sprawy zakupu telewizora na raty w sklepie Avans...

Oto, obiecane, najświeższe pismo z banku, jak widać sygnowane nazwiskiem samego Prezesa Zarządu Banku BPH, Józefa Wancera:


Kwestia: Ubezpieczenie



Spójrzmy zatem na postanowienia umowy:


O punktach ust. 1 par. 9 umowy, już pisałem przy wcześniejszych notkach. Zgodnie z ich zapisami Ubezpieczenie w Opcji 2) (czyli moje) jest obowiązkowe, czyli wymagane przez Bank w ramach zabezpieczenia spłaty kredytu.
Jednakże już w pkt. 7 ust. 2 bank daje możliwość "wygaśnięcia lub zakończenia" ochrony ubezpieczeniowej przed końcem okresu trwania umowy, co skutkuje zaprzestaniem naliczania dodatkowej opłaty (w moim przypadku 10,30 PLN) w miesiąc po zakończeniu ubezpieczenia.

Czyli jak to jest?? Dwa ustępy tego samego paragrafu jednej i tej samej umowy głoszą coś innego? W ust. 1 ubezpieczenie w opcji 2 jest obowiązkowe do końca trwania umowy, natomiast w ust. 2 zawarty zostaje punkt dający możliwość zakończenia ubezpieczenia (jeśli nie sprecyzowano w jakiej opcji, można mniemać, że w każdej!) na wniosek kredytobiorcy?! No i bądź tu człowieku, mądry!

Sądząc, po powyższej odpowiedzi zarządu banku, ubezpieczenie NIE JEST jednak obowiązkowe i można z niego zrezygnować w trakcie trwania umowy! Także, oto pierwsza i chyba najważniejsza konkluzja, w całej sprawie. Ludzie nie dawajcie się wrabiać sprzedawcom w sklepach typu Avans! W razie wmawiania Wam, że musicie objąć swoje raty ochroną ubezpieczeniową (czyli dodatkowymi kosztami), ponieważ bank tego wymaga, radzę od razu zrezygnować z zakupu, zrobić wielką awanturę, zadzwonić przy takim pracowniku do oddziału banku i wyjść z obietnicą, że dowiedzą się o tym odpowiednie służby państwowe (w tym wypadku KNF wydaje się być najefektywniejsza)! Naciągaczom mówmy stanowcze NIE!

Co do reszty odpowiedzi banku, przychylam się do wniosków w niej zawartych. Umowę w takiej, a nie innej, formie podpisałem, więc po części odpowiadam za zaistniałą sytuację. Mój zarzut o źle wyliczoną kwotę rat, po części tłumaczy fakt, iż początkowo myślałem, że ubezpieczenie było obowiązkowe toteż wliczałem je, zgodnie z ustawą, w Całkowity Koszt Kredytu - oczywiście do limitu wskazanego przez bank w umowie czyli do 1 369,60 zł (wszystko ponad tą kwotę uznałem za niezgodne z umową!), a po części nie wpadłem na to, że po odjęciu od sumy wyliczonych mi przez bank rat (117,55 x 12 = 1 410,60 zł), kosztów ubezpieczenia (10,30 x 12 = 123,60 zł), wyjdzie kwota równa 1 287 zł, czyli dokładnie tyle ile wziąłem na telewizor!

No dobrze, ubezpieczenie cofnięte, a co ze zwrotem wpłaconych przeze mnie składek?? W swojej korespondencji z 16 marca, wyraźnie się tego domagałem!
Tu oczywiście bank milczy, w piśmie nic o tym nie wspomniano, sprawa ucichła. Zapewne liczą na mą powściągliwość. Nie dziwi mnie to, w końcu składki płaciłem dobrowolnie, a mogłem przecież z nich zrezygnować, więc o co mi chodzi, prawda? Tyle że obsługa banku w pamiętnej rozmowie telefonicznej wyraźnie zaprzeczyła, aby była taka możliwość - i tu jest właśnie pies pogrzebany, czyli wina leży po ich stronie! Zamierzam jeszcze powalczyć o swoje, bo skoro:

"...analiza Pana rozmów z pracownikami wykazała, że przekazywanie przez nich informacje nie były wyczerpujące."
to czemu mam być przez to stratny?!

sobota, 30 stycznia 2010

Debata z Premierem, alias zapytajpremiera.pl

Wkrótce ma się odbyć debata Premiera Donalda Tuska z polskimi Internautami. Jej tematem, ma być oczywiście sprawa rządowego projektu ograniczania dostępu do stron odgórnie ustalonych za zakazane, czyli w skrócie nazwana przez większość cenzurą Internetu.

Przedsięwzięciem zajął się znany (lub nie) bloger Maciej Budzich z mediafun.pl. Przygotowania idą pełną parą, powstała specjalna strona http://zapytajpremiera.pl, czyli wszystko idzie w dobrym kierunku. Ciekawostką jest fakt, iż aby zadać pytanie w debacie, wystarczy mieć konto w którymś z popularnych portali społecznościowych/mikroblogowych, jak: blip, twitter, facebook, flaker, czy goldenline.

Nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądać sama debata, ale na Facebooku powstał odpowiedni topic, w którym można już zadać Premierowi swoje pytanie.

Jako żywo zainteresowany całą sprawą, umieściłem tam swoje zapytanie, o następującej treści:

1. Jak sobie Pan wyobraża Internet w Polsce za kolejnych paręnaście lat?

2. Czy chciałby Pan, aby przed każdym udzieleniem dostępu do Internetu, obywatel musiał potwierdzać swoją tożsamość, logując się do jakiegoś rządowego systemu monitoringu mediów??

3. Jaka jest Pana główna pobudka dla prób ograniczania ludziom dostępu do czegokolwiek (z naciskiem na dostęp do wiedzy, którą obecnie w głównej mierze jest Internet właśnie) i jak to się ma do wolności słowa, sumienia, przekonań religijnych (bo skąd mamy wiedzieć, czy za chwilę strony traktujące o religii muzułmańskiej, nie zostaną zakwalifikowane na taką czarną listę, pod przykrywką walki ze światowym terroryzmem), czy nawet Pańskich obietnic wyborczych o prawdziwej drugiej Irlandii??

4. Czy rzeczywiście uważa Pan Polaków za niedouczonych imbecyli, tudzież niedorozwiniętych prostaczków, których trzeba koniecznie trzymać za rączkę, pokazując im (na szczeblu rządowym!) co jest obyczajowo przyjęte, a co nie (o! przepraszam, jeśli całe zło w Internecie zostanie zablokowane, to nie będzie już co pokazywać w tej drugiej kategorii, prawda?), bo inaczej, mając dostęp do tej nieograniczonej niczym przestrzeni wirtualnej, najzwyczajniej w świecie zbłądzą, pogubią się, czy zejdą na złą drogę, produkując w domowych zaciszach bomby atomowe, tudzież niewykrywalne pistolety maszynowe, w międzyczasie oglądając, dla zabawy, dziecięce porno??

5. Czy rządowi specjaliści od IT, są odpowiednio przygotowani na "wojnę" z niezliczoną rzeszą, młodych, prężnych umysłów, specjalizujących się w obchodzeniu najwymyślniejszych zabezpieczeń sieciowych, a zwłaszcza tych, które w sposób odgórny ograniczają, czyt. cenzurują, dostęp do jakichkolwiek zasobów informacyjnych??

Nie mam zamiaru ukrywać, iż jakakolwiek cenzura w naszym życiu, osobiście bulwersuje mnie do cna! Jednocześnie mam skromną nadzieję, iż żadne tego typu przedsięwzięcia, w tym kraju po prostu nie przejdą, zwłaszcza, że jako naród jesteśmy, w tym aspekcie, historycznie doświadczeni, o czym każdy kolejny rząd nie powinien zapominać!

P.S. O pomysłach ocenzurowania Internetu już tu zresztą pisałem, odsyłam do lektury posta Internet = wylęgarnia chamstwa i plugastwa!