niedziela, 7 marca 2010

Wreszcie dostałem konkretną odpowiedź!!



Wczoraj w skrzynce na listy znalazłem kopertę z logiem banku BPH.
Pomyślałem: czyżby wreszcie przeczytali moje pismo - ze zrozumieniem?
Zaciekawiony, otwieram kopertę, wyjmuję z niej 2 kartki A4, spięte spinaczem. Czytam...


Cóż... Nareszcie dostałem, konkretną odpowiedź, przedstawiającą rzeczowe argumenty odnośnie, podpisanej przeze mnie Umowy. Argumenty, do których mogę się jakoś odnieść.
Przypominam jest to 7 tydzień od daty wysłania mojego pisma do banku (od 23.01.2010 r.)!

Przyjrzyjmy się zatem owym argumentom:


Sz. P. Specjalista Działu Obsługi Zapytań i Reklamacji banku BPH (tym razem nazwiska nie opublikuję) stwierdza, iż podpisując umowę własnym imieniem i nazwiskiem, w której wyraźnie wyznaczono mi raty w kwocie 117,55 PLN miesięcznie, nie mam teraz żadnego prawa do reklamacji. Innymi słowy - widziały gały co brały! Niestety, przy podpisywaniu w/w umowy, nie miałem w głowie otwartego arkusza kalkulacyjnego i nie policzyłem od razu w pamięci, ile to wyjdzie te 117,55 PLN x 12, toteż założywszy, iż Bank potrafi liczyć lepiej ode mnie, zaufałem w ciemno, że wysokość rat została obliczona zgodnie z przedstawioną mi Umową, czyli że ich suma pokryje się z jedyną, przedstawioną w w/w Umowie kwotą kosztów całkowitych = 1369,60 PLN... Powinienem był od razu, spytać, zaraz zaraz przecież to nie tak i prosić o wyjaśnienia, kogo? Sprzedawcę w sklepie Avans!

Bank 1 : 0 Ja!

Jedziemy dalej!

 

Czyli tak. Podstawowym problemem jest fakt, iż umowa, którą podpisałem, jest umową o kartę kredytową, z limitem debetowym rzędu 6 800 PLN, toteż dokładne wyliczenie Całkowitego Kosztu Kredytu bank uznaje za niemożliwe, ponieważ nie wiadomo, ile z tego debetu klient wybierze. Dlatego w umowie jest podany jedynie szacunkowy CKK równy 1369,60 PLN, wyliczony dla przykładowego kredytu konsumenckiego w wys. 8 000 PLN, wszystko zgodnie z Ustawą o kredycie konsumenckim. Toteż, par. 5 ust. 2 Umowy głosi iż ostateczna wysokość kosztów zależeć będzie od tego, w jakich wysokościach ów limit kredytu, zostanie przeze mnie wykorzystany, jakiego typu transakcje będą dokonywane oraz w jakich terminach i wysokościach będzie następowała spłata zadłużenia.

Szybkie zerknięcie na przytoczony fragment Umowy i wyraźnie widać, że Bank jest "kryty", bo wyliczają CKK jedynie "szacunkowo":


Rzeczywiście Umowa nie określa dokładnej kwoty CKK, wszystkie wyliczenia są szacunkowe, czyli nie mogę na nich oprzeć swoich roszczeń, tym bardziej jeśli miałbym zgłosić sprawę do sądu. Czyli wychodzi na to, że znów poległem.

Czy jest w takim razie coś, do czego mogę się przyczepić?!

Mogę mieć zastrzeżenia co do samej treści Umowy, z której nie wynika jednoznacznie, ile jestem Bankowi dłużny, za dokonanie, przytoczonej przez Pana Specjalistę w piśmie, promocyjnej transakcji bezgotówkowej - Stałe Spłaty na kwotę 1 287,00 PLN! Czyli zakupu telewizora, z którym nierozerwalnie łączy się cały powyższy kredyt!
Dodatkowo, mowa o Ubezpieczeniu powyższego kredytu i kwestia jego rzekomej dobrowolności nadal pozostaje dla mnie niejasna. Zamierzam jeszcze poprosić bank, o wyjaśnienia mi tej kwestii.

Co do samej karty kredytowej... Po jej otrzymaniu, od razu do nich (banku) zadzwoniłem, żeby mi ją zablokowali, a najlepiej anulowali, ponieważ absolutnie nie zamierzam z niej korzystać, na co uzyskałem odpowiedź, iż anulowanie nie jest możliwe, dopóki nie spłacę ostatniej raty. Jedyne co mogłem to, tymczasowo zablokować kartę. W swoim piśmie wyraźnie zresztą zaznaczyłem, że po wpłaceniu przeze mnie ostatniej, 12-ej raty, proszę o niezwłoczne anulowanie w/w karty, co może oznaczać iż nie zamierzałem wykorzystać przyznanego mi na niej debetu. Niestety moje zamierzenia, raczej trudno by było udowodnić. Bank ma podstawy, by twierdzić, iż dopóki jestem w posiadaniu niniejszej karty, dopóty mogę z niej chcieć korzystać, a oficjalnie, zgodnie z Umową, kartę ową posiadam do momentu spłaty przeze mnie całego zaciągniętego zadłużenia.

Co to zmieni i czy się opłaca?

Wraz z pismem od banku, dostałem wczoraj również rachunek telefoniczny, wraz z bilingiem. Co się okazało? Moja pamiętna rozmowa z bankiem, kosztowała mnie brutto, ponad 9 zł! Nie dość, że się nasłuchałem automatycznych sekretarek, to jeszcze parokrotnie mnie przekierowywano, zanim połączono mnie z odpowiednim pracownikiem placówki, któremu również musiałem długo wyjaśniać swoje stanowisko, zanim cokolwiek zrozumiał/ła. Policzmy zatem, ile mnie kosztowała dotychczasowa korespondencja z bankiem. Jak na razie, na wszystkie rozmowy telefoniczne, plus wysłanie pisma na poczcie, wydałem razem ok 18-20 zł. Niewiele? W stosunku do roszczonej przeze mnie kwoty (41 PLN), to przecież niemal połowa, a sprawa nadal zostaje nierozwiązana! Innymi słowy, musiałbym rzeczywiście iść w zaparte, stracić o wiele więcej pieniędzy i czasu, zanim mógłbym cokolwiek zdziałać. Niestety, takie są realia w Naszym kraju. Sam obywatel, nie może nic, poza pieniactwem i wykrzykiwaniem o swoich prawach.

Pomimo moich starań, nie udało mi się powyższą sprawą zainteresować ani UOKiK, ani KNF, ani RPK, zero odzewu ze strony każdej z tych instytucji, każe domniemywać, iż moje podatki idą w błoto!

Jak dla mnie, sprawa ma się ku końcowi, pomimo mych wcześniejszych zapewnień, że nie można odpuszczać tej fali złodziejstwa, na którą jesteśmy narażani każdego dnia, samemu wiele zdziałać nie mogę... Przykre to, smutne i śmieszne zarazem, bo kto by pomyślał, że w XXI wieku, kiedy mamy tyle Urzędów ds. nadużyć/korupcji/ochrony konsumenta/etc., cyfrową telewizję na życzenie, Internet oraz masę reporterów żądnych sensacji, w prostych sprawach dotyczących wielkich instytucji finansowych, nadal jesteśmy osamotnieni w boju...

------

EDIT:


Dnia dzisiejszego tj. 09.03.2010r., otrzymałem pismo z Komisji Nadzoru Finansowego, która, jako jedyna dotychczas, wykazała zainteresowanie moim przypadkiem! Jak się okazuje, ichni Departament Ochrony Klientów, po wpłynięciu mojego pisma, zwrócił się do zarządu banku BPH S.A., z żądaniem wnikliwego zbadania sprawy i ustosunkowania się do zarzutów przeze mnie przedstawionych oraz o udzielenie mi stosownych wyjaśnień w zakresie poruszonych przeze mnie kwestii. Jednocześnie, KNF od razu zaznacza, iż jako Instytucja Pożytku Publicznego, nie ma żadnej władzy wykonawczej, toteż nie może tak na prawdę nic, poza pisemnym upominaniem/nękaniem, łamiącego prawo konsumenta, banku.
 

Oto całość pisma z KNF:



Jak mniemam, powyższa odpowiedź banku, jest właśnie efektem owych działań KNF. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, aby BPH wysyłało mi z własnej nieprzymuszonej woli, dwa jakże odmienne od siebie pisma, dotyczące tej samej sprawy. Czyli, gdyby nie pomoc w/w Urzędu, bank nadal miałby mnie w d...




Tylko, czy tak naprawdę to coś zmieniło w kontekście całej sprawy?

piątek, 12 lutego 2010

Po rozmowie telefonicznej z Obsługą Klienta banku BPH...



Sprawa bulwersuje mnie coraz bardziej. Zadzwoniłem wczoraj do obsługi klienta banku BPH, w sprawie uzyskania jakichś dodatkowych informacji odnośnie pisma, które mi wysłali.

Konkluzja może być tylko jedna - bank leci sobie w kulki z każdym klientem, który ośmiela się zgłaszać jakiekolwiek reklamacje. Ty, drogi konsumencie, jesteś tylko i wyłącznie od płacenia, według zasady - "Płać i płacz!"

Oto szczegóły rozmowy z Obsługą Klienta banku BPH:

Po pierwsze, na wstępie od razu zaznaczam, iż Panienka z obsługi (nadal!) nie miała wglądu w treść:
a) umowy ze mną podpisanej (mimo kopii, którą do nich wysłałem!)
b) mojego pisma

Miała za to informację, że złożyłem oświadczenie o odstąpieniu od umowy i na nic zdały się moje tłumaczenia, że od żadnej umowy nie odstępuję, że złożyłem jedynie reklamację z prośbą o korektę rachunkową, rozłożonych mi przez bank rat. Niestety, ona ma w komputerze, że złożyłem tylko oświadczenie o odstąpieniu (bla bla bla) i już! Moja irytacja w tym momencie wzrasta...

Po drugie, na ekranie przed sobą, Pani wyraźnie widzi kwotę transakcji, czyli 1287 zł (kwota ta rzeczywiście pojawia się w umowie na stronie 7, gdzie wyliczone są raty) i nic więcej, toteż nie rozumie o co mi chodzi z tym Całkowitym Kosztem Kredytu w kwocie 1369,60 zł, na co ja mówię żeby sobie policzyła sama, że 12 x 117,55 zł to nie 1287! Tutaj Pani zmienia taktykę i wyjawia tajemnicę o dobrowolnym ubezpieczeniu, którym została objęta moja transakcja. No proszę, jakie to słodkie, tak się o mnie troszczą, że sami za mnie podejmują decyzję o ubezpieczeniu!

- Skoro tak, - powiedziałem - to proszę mi to "dobrowolne" ubezpieczenie anulować, ponieważ na żadne takie ubezpieczenie, przy podpisywaniu umowy, się nie godziłem, a w samej umowie, próżno szukać czegokolwiek na ten temat! Na co, Pani wyraźnie dała mi do zrozumienia, że teraz jest to już niemożliwe... Jak to? Wpierw mój kredyt został objęty dobrowolnym ubezpieczeniem bez mojej wiedzy, a teraz nie mogę z tego dobrowolnego ubezpieczenia, w trakcie trwania umowy, zrezygnować? Ot definicja przymiotnika dobrowolny, w słowniku bankowym!

Jedziemy dalej! Co mi Pani doradza? Doradza mi przesłać do banku pismo. Na mą sugestię, iż takie pismo już przecie ode mnie otrzymali, dostaję, jakże znaną mi już, odpowiedź, że przesłałem im jedynie oświadczenie o odstąpieniu od umowy.
- Jakie odstąpienie?? Co mi Pani tu... mówi?! - właśnie się zorientowałem, że zacząłem krzyczeć do słuchawki - Przecież, wysłałem do was jedynie pismo reklamacyjne z prośbą o korektę rat! Gdzie ma Pani tam napisane, że odstępuję od umowy, proszę mi wskazać?! - pytam.
- Nie mam wglądu w Pańskie pismo, więc nie mogę Panu przytoczyć...
- To proszę mnie połączyć z kimś, kto ma wgląd w to pismo! - drę się na cały głos.
- Niestety nie ma takiej możliwości...
- Proszę połączyć mnie natychmiast z Pani przełożonym!
- Nie ma takiej możliwości, gdyż pracuje tylko do godziny 16... Dość! Na tym ma cierpliwość się wyczerpała, pożegnałem się z Panią ozięble, kwitując całą sprawę oświadczeniem (a jakże!), iż od tej pory moim przypadkiem zajmie się odpowiednia, powołana specjalnie ku temu, instytucja państwowa! I to jest jedyne oświadczenie, jakie ode mnie otrzymają.

Dziś, mój dobry znajomy (prawnik z zawodu), polecił mi wysłać do nich kolejne pismo, z prośbą o bardziej szczegółowe wyjaśnienia, gdyż te, które otrzymałem są niewystarczające.

Jak myślicie, przeczytają w końcu te moje pismo ze zrozumieniem, czy nadal będą mi słać jakieś zdawkowe, nie mające nic wspólnego z tematem, odpowiedzi? A może przeceniłem jednak ich możliwości, może powinienem skomponować inne pismo, takie które ogarnąłby nawet przeciętny Amerykanin (z prawdziwie dobrowolnym ubezpieczeniem na życie)? What do You think?

środa, 10 lutego 2010

Odpowiedź z banku!



W dniu 10 lutego 2010 r. otrzymałem z banku pismo, w sprawie poruszanej przeze mnie niezgodności w umowie kredytowej zawartej z bankiem GE Money, obecnie BPH (więcej w poście Praktyki GE Money Bank).

Po przeczytaniu go wpadłem w osłupienie...

Nie dość, że nie ustosunkowali się do 90% treści mojej reklamacji, to jeszcze oświadczają mi, że próbowałem odstąpić od zawartej z nimi umowy! Tymczasem, z treści mojego pisma, wynika wyraźnie, iż poprosiłem grzecznie o korektę błędu rachunkowego, z którego wynika iż zapłacę bankowi o 41 zł więcej niż mam na umowie!!

Skandal, brak kompetencji + kłopoty ze zrozumieniem tekstu, są u nich widocznie normą!

Załączam kopię pisma, otrzymanego od Pani Elżbiety Kraczek, (uwaga!) Kierownika Działu Aneksów i Rozliczeń Kredytów, wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd!



Z całego powyższego dokumentu, tylko jedno zdanie uważam za odnoszące się do sedna sprawy. A mianowicie:
"Pozostałe warunki ww. umowy o kredyt odnawialny nie zmieniają się, w związku z czym jest Pan zobowiązany do spłaty zadłużenia zgodnie z informacjami podawanymi w przesyłanych przez Bank co miesiąc zestawieniach transakcji."

Zgodnie z informacjami podawanymi w przesyłanych przez Bank co miesiąc zestawieniach transakcji? A czemu nie - zgodnie z umową? Czy to oznacza, że bank może każdemu kredytobiorcy, ustalać raty miesięczne wg własnego widzimisię, nie zważając na zapisy umowy??



Ot, pytanie do banku BPH...

Po debacie, czyli - PO kiego to było??


Po debacie premiera z Internautami, rządowa ustawa "cenzury" internetu została zawieszona i nie jest to zaskoczeniem, jednakże strasznie martwi fakt, iż z materiałów dostępnych mediom, wynika taki oto obraz polskiej rzeczywistości:

Dziś poseł Janusz Piechociński (z koalicyjnego PSL) ujawnia przyczynę, która w rzeczywistości miała stać za decyzją premiera. Z wpisu na blogu Piechocińskiego wynika, że premierem nie kierowała jednak dobra wola, a przepisy polskiego prawa, z którymi zaproponowana przez jego rząd ustawa jest niezgodna.
Według Janusza Piechocińskiego, specjalna podkomisja sejmowa otrzymała opinię od Biura Studiów i Analiz Sejmowych, w której stwierdzono, że rządowa specustawa jest niezgodna z Konstytucją, gdyż wprowadza przepisy naruszające wolność słowa oraz ograniczające dostęp do informacji.
Po otrzymaniu opinii prawnych, podkomisja dziś odrzuciła propozycje rządu, dotyczące cenzury w Internecie.

Źródło PCLab.pl.
Czyli, prace rządowych myślicieli, których utrzymujemy z własnych pieniędzy, skwitować można jednoznacznie: kpiny!

sobota, 30 stycznia 2010

Debata z Premierem, alias zapytajpremiera.pl

Wkrótce ma się odbyć debata Premiera Donalda Tuska z polskimi Internautami. Jej tematem, ma być oczywiście sprawa rządowego projektu ograniczania dostępu do stron odgórnie ustalonych za zakazane, czyli w skrócie nazwana przez większość cenzurą Internetu.

Przedsięwzięciem zajął się znany (lub nie) bloger Maciej Budzich z mediafun.pl. Przygotowania idą pełną parą, powstała specjalna strona http://zapytajpremiera.pl, czyli wszystko idzie w dobrym kierunku. Ciekawostką jest fakt, iż aby zadać pytanie w debacie, wystarczy mieć konto w którymś z popularnych portali społecznościowych/mikroblogowych, jak: blip, twitter, facebook, flaker, czy goldenline.

Nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądać sama debata, ale na Facebooku powstał odpowiedni topic, w którym można już zadać Premierowi swoje pytanie.

Jako żywo zainteresowany całą sprawą, umieściłem tam swoje zapytanie, o następującej treści:

1. Jak sobie Pan wyobraża Internet w Polsce za kolejnych paręnaście lat?

2. Czy chciałby Pan, aby przed każdym udzieleniem dostępu do Internetu, obywatel musiał potwierdzać swoją tożsamość, logując się do jakiegoś rządowego systemu monitoringu mediów??

3. Jaka jest Pana główna pobudka dla prób ograniczania ludziom dostępu do czegokolwiek (z naciskiem na dostęp do wiedzy, którą obecnie w głównej mierze jest Internet właśnie) i jak to się ma do wolności słowa, sumienia, przekonań religijnych (bo skąd mamy wiedzieć, czy za chwilę strony traktujące o religii muzułmańskiej, nie zostaną zakwalifikowane na taką czarną listę, pod przykrywką walki ze światowym terroryzmem), czy nawet Pańskich obietnic wyborczych o prawdziwej drugiej Irlandii??

4. Czy rzeczywiście uważa Pan Polaków za niedouczonych imbecyli, tudzież niedorozwiniętych prostaczków, których trzeba koniecznie trzymać za rączkę, pokazując im (na szczeblu rządowym!) co jest obyczajowo przyjęte, a co nie (o! przepraszam, jeśli całe zło w Internecie zostanie zablokowane, to nie będzie już co pokazywać w tej drugiej kategorii, prawda?), bo inaczej, mając dostęp do tej nieograniczonej niczym przestrzeni wirtualnej, najzwyczajniej w świecie zbłądzą, pogubią się, czy zejdą na złą drogę, produkując w domowych zaciszach bomby atomowe, tudzież niewykrywalne pistolety maszynowe, w międzyczasie oglądając, dla zabawy, dziecięce porno??

5. Czy rządowi specjaliści od IT, są odpowiednio przygotowani na "wojnę" z niezliczoną rzeszą, młodych, prężnych umysłów, specjalizujących się w obchodzeniu najwymyślniejszych zabezpieczeń sieciowych, a zwłaszcza tych, które w sposób odgórny ograniczają, czyt. cenzurują, dostęp do jakichkolwiek zasobów informacyjnych??

Nie mam zamiaru ukrywać, iż jakakolwiek cenzura w naszym życiu, osobiście bulwersuje mnie do cna! Jednocześnie mam skromną nadzieję, iż żadne tego typu przedsięwzięcia, w tym kraju po prostu nie przejdą, zwłaszcza, że jako naród jesteśmy, w tym aspekcie, historycznie doświadczeni, o czym każdy kolejny rząd nie powinien zapominać!

P.S. O pomysłach ocenzurowania Internetu już tu zresztą pisałem, odsyłam do lektury posta Internet = wylęgarnia chamstwa i plugastwa!


czwartek, 21 stycznia 2010

Praktyki GE Money Bank

W skrócie: oszukali mnie! Jak? Normalnie, po polskiemu. Gdzie? W sklepie RTV/AGD Avans! Dlaczego? Głupie pytanie! W jaki sposób? Przez kredyt Raty 0%, zaciągnięty na głupi telewizor LCD w GE Money Bank S.A. A było, tak...

Pewnego pięknego dnia, zapragnąłem mieć telewizor. Taki, jak wszyscy normalni ludzie w moim wieku - czyt. duży i płaski. Wybrałem się więc do najbliższego sklepu RTV/AGD, padło na Avans. Tam, szybko wybrałem sobie odpowiadający mi model i... Popełniłem fatalny błąd - kupiłem go sobie na raty, a muszę dodać, że raty te, pięknie mieniły się w sklepie, chwytliwym ostatnio sloganem - RATY 0%.

Niestety, dopiero po pół roku, miałem dłuższą chwilę, by usiąść i dokładniej przyjrzeć się temu kredytowi, ponieważ cały czas drążyło mnie poczucie, że ktoś mnie tu zrobił w konia! No i masz! Doszukałem się!

Po głębszym zapoznaniu się z siedmioma stronami "zaciurkanymi" drobnym maczkiem odkryłem, iż suma rat, które wyliczył mi bank, nijak nie chce pokryć się z kwotą podaną w podpisanej przeze mnie umowie. Z prostego obliczenia wynika, że zapłacę bankowi 41 PLN więcej, niż powinienem! Mało! - powiecie. O takie grosze nie ma się co kłócić! - zadrwicie.
A właśnie, że DUPA! Nie ma, że mało, nie ma że się nie opłaca! Tutaj nie chodzi o te 41 zł, tutaj chodzi o przyzwolenie! Jeśli pozwalamy bankom (i wszystkim innym), okradać nas, ze swych ciężko zarobionych pieniędzy, tylko dlatego, że domaganie się swoich praw, przysparza trochę zachodu, to równie dobrze możemy zrzec się płacy, w imię dobra Państwowej przedsiębiorczości! Poza tym, nie zdziwiłbym się, gdyby podobne praktyki owego banku, zgłosiło teraz całe grono jego pozostałych klientów. Wyobrażacie sobie jaka to kasa, jeśli na każdym kredycie udałoby się wyrwać te paredziesiąt/set złotych? Sądząc po naszych przyzwyczajeniach i ospałości w reakcjach, można by rzec, że tylko niewielka liczba osób, zdecydowałaby się walczyć o swoje, co daje takiemu "pseudobankowi" naprawdę wielkie pieniądze, zupełnie za darmochę. Smutne, ale prawdziwe...

Zadzwoniłem dziś do nich (banku) i okazało się, że Pani z obsługi nie wiedziała jak mi pomóc, skończyło się na tym, że poleciła mi wysłać do siedziby banku pismo, wraz z KOPIĄ UMOWY, ponieważ (uwaga!) ona mojej umowy nie posiada i nie może zweryfikować jej treści! Żart? Bynajmniej!

Oto pismo, które wystosowałem, w tej sprawie do Banku:

-------
Do dyrekcji BPH Bank S.A. (dawniej GE Money Bank S.A.)
z siedzibą w Gdańsku,
przy ul. Marynarki Polskiej 177


W związku z rozbieżnością, którą odkryłem w treści umowy kredytowej nr ***, zawartej z Państwem w dniu ***, czyli różnicą pomiędzy podaną w ww. umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) w wysokości 1369,60 PLN, a sumą wyliczonych mi przez Państwa rat tj. 117,55 PLN x 12 = 1410,60 PLN, oświadczam iż obowiązującą mnie kwotą spłaty całego, zaciągniętego u Państwa, kredytu jest podana powyżej kwota CKK równa 1369,60 PLN, nie zaś kwota, którą otrzymuję po zsumowaniu wyliczonych przez Państwa rat miesięcznych! Żadne tłumaczenia o dodatkowych kosztach/ubezpieczeniu kredytu, mnie w tym wypadku nie interesują, z prostej przyczyny: na żadne tego typu (dodatkowe) koszty, przy podpisywaniu umowy, się po prostu nie godziłem, co więcej nie zostałem o nich nawet poinformowany, nie wspominając już o fakcie, że w umowie nigdzie nie widnieje suma 1410,60 PLN! Jest w niej za to wyraźnie podany całkowity koszt kredytu (CKK) równy 1369,60 PLN, na który to składają się:

0 PLN prowizji za udzielenie kredytu,

953,60 PLN odsetek należnych bankowi za cały okres kredytowania,

416,00 PLN opłaty z tytułu ubezpieczenia Kredytobiorcy na wypadek zgonu, trwałej i całkowitej niezdolności do pracy oraz utraty pracy, albo poważnego zachorowania według wyboru Kredytobiorcy (nikt mi takiego wyboru nie dał!).

Pragnę poinformować Państwa, iż zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim z 2001 r., całkowity koszt kredytu (CKK), podany w Umowie o kredyt konsumencki (UKK), jest ostateczną kwotą, którą Kredytobiorca ma obowiązek spłacić, o ile nie zgodził się on dobrowolnie, na dodatkowe koszty fakultatywne, co w moim przypadku nie miało miejsca, ponieważ przy transakcji, wyraźnie zaznaczono, iż ubezpieczenie w takiej formie, w jakiej widnieje na Umowie, jest obowiązkowe, czyli winno być wliczone w CKK (owo 416 PLN).


Wobec powyższego proszę o niezwłoczną korektę wyżej opisanych rat spłaty kredytu tak, aby ich suma była jednoznaczna z podaną mi w umowie kwotą całkowitego kosztu kredytu (CKK) równą 1369,60 PLN! Dodam tylko, że spłaciłem już 5 (słownie pięć) rat po 117,55 PLN, co daje w sumie kwotę równą 587,75 PLN, czyli do spłaty całości pozostało 781,85 PLN (1369,60 - 587,75), którą to kwotę proszę rozbić na pozostałe raty.


Jednocześnie proszę też o unieważnienie karty kredytowej nr ***, niezwłocznie po spłaceniu przeze mnie zaciągniętego u Państwa kredytu. Stosowny wniosek, wraz z moim podpisem, znajduje się na szóstej stronie Umowy, w dołączonych do tego pisma załącznikach.

Załączniki:

Do niniejszego pisma dołączam kopię Umowy, oraz ostatni rachunek otrzymany od Państwa, na którym wyraźnie widać doliczoną, niejasną dla mnie, sumę opłat (10,30 PLN) za dodatkowe ubezpieczenie, doliczaną mi do każdej raty. Dla ułatwienia, pozwoliłem sobie zaznaczyć istotne treści.
----------


W załącznikach wyraźnie widać ile wynosi całkowity koszt kredytu (CKK):


oraz jak zostały wyliczone raty miesięczne:


A tu, dodatkowe 10,30 zł, pobierane za każdy miesiąc:



Jak widać, bankowcy z GE Money mają wyraźne problemy z matematyką.
Ciekaw teraz jestem, jak się z tego wytłumaczą i którym paragrafem, zaczną się wykręcać?

P.S. Na razie pozostaje mi tylko czekać na odpowiedź z banku, dalsze losy całej sprawy oczywiście opublikuję.

czwartek, 24 grudnia 2009

Życzenia świąteczne!

Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślno... Yyy, to już zapewne słyszeliście/czytaliście...

Z tego miejsca pozostaje mi życzyć Nam wszystkim tylko jednego:
obyśmy dożyli kiedyś Państwa PROFESJONALISTÓW,
kompetentnych w 100%,
odpowiedzialnych i uczciwych,
dla których pieniądz z diety poselskiej, równoznaczny jest zobowiązaniu, wobec milionów Polaków,
którzy finansują ją ze swych podatków!


środa, 25 listopada 2009

Podsumowanie ankiety

No to krótko i zwięźle:

W ankiecie brały udział 4 osoby (lepsze to niż nic).

In plus dla PO zagłosowała 1 (25% głosów) osoba, która wybrała opcję: Jest ok! Mogłoby być lepiej, ale i tak widzę więcej dobrego niż złego. Co oznacza, mniej więcej tyle, że są jeszcze optymiści na tym świecie. :)

Pozsotałe 3 głosy okazały się dla rządu D. Tuska niekorzystne, z czego 2 (50% głosów) były na opcję mniej drastyczną, czyli Czuję się zawiedziony! Niespełnione obietnice wyborcze i niewiele pozytywów! i 1 (25% głosów) na Nigdy więcej PO!

Konkluzja jak widać niezbyt pochlebna. PO hucznie dorwało się do władzy, ale po 2 latach ichniego rządzenia widać, w jakim kierunku idą zmiany. Przybywa im sceptyków, oj przybywa, choć może dziwić fakt, że w ogólnopolskich, trzeba dodać medialnych, sondażach, słupki utrzymują się ciągle na dość dziwnie wysokim poziomie? Czyżby jakaś manipulacja?? O tym zamierzam jeszcze pisać.



To by było tyle na dziś!
Wszystkim biorącym udział w ankiecie podziękował i szerokości!

poniedziałek, 23 listopada 2009

Prezydencie - wybierz się sam?


Tak oto, stoimy przed pytaniem: "Czy chcemy mieć ściemnionego prezydenta, który władzy ma mniej więcej tyle, co nic?". Już teraz narzeka się na to, że władza rozłożona jest nierówno między parlamentem, a najwyższym urzędem w państwie. No właśnie, czy po zmianach proponowanych przez p. Tuska, prezydent nadal będzie mógł z dumą nosić miano "najwyższego"? Śmiem wątpić... Jak dla mnie sprawa jest na tyle prosta, co żałosna, a żałosna, bo pojawiająca się tak nagle /w tym akurat momencie/ najwyraźniej tylko po to, by odwrócić uwagę plebsu (jak określa swych fanów pewien Pan) od afer...
Często zastanawiałem się, nad możliwościami dla naszych polityków, często śmiałem się, kiedy słyszałem teksty, w stylu: "Zagłosujemy na inną partię, a wszystko pójdzie w innym, lepszym kierunku!". Nie tędy droga moi mili, nie tędy droga! Dlaczego? Ponieważ obecni politycy, najzwyczajniej w świecie, nie są w stanie spełnić Naszych, wydawałoby się zasadniczych oczekiwań. Świetnie uchwycił to pewien mniej, czy bardziej, znany bloger o pseudonimie operacyjnym MatkaKurka, w swoim najnowszym wpisie. Zachęcam do zapoznania się z jego treścią i pozbycia się złudzeń, że powrót tego co już było, przyniesie, jakiekolwiek wymierne korzyści dla Polski...

środa, 11 listopada 2009

Wojna krzyżowa


Od kiedy to mamy Państwo jednej religii??
Nasz kochany Prezydent nie zgadza się na usunięcie krzyży z klas szkolnych. Nie dziwi mnie to zbytnio, w końcu to prawy człowiek, zjednoczony z "tradycjami polskości", jak mało kto. W swym wystąpieniu mówił kwieciście i wyniośle o owej, polskiej tradycji, jej obronie i przetrwaniu. Tyle, że... Zaraz, zaraz - czy aby tradycją Polski nie był także np. judaizm? W końcu Żydzi są w Polsce od ładnych paruset lat (wg niektórych źródeł nawet i 1000)! Inne religie, też nie wyrosły w RP, od tak z niczego, nawet jeśli zostały kiedyś tam "zaimportowane", to tak samo związane są z polską tradycją, co "rdzenny" katolicyzm, bo nikt mi nie powie, że kunszt rozpowszechniania, "uprawiania" danej religii, nie miesza się kulturowo ze środowiskiem jej występowania. Czyżby to już nie była tradycja Polski? No i na końcu, ale nie najmniej istotne - co z Naszą ojczystą Konstytucją? Czyżby człowiek, który mieni się tak pro-konstytucyjną postawą, który kreuje się wręcz na Jej rycerza w lśniącej zbroi, czy taki ktoś, powinien zapominać o (m. in.) art. 53 swej drugiej Biblii, dającej wolność sumienia i wolność wyznania KAŻDEMU człowiekowi?!
Nie zgadza się Pan na zdejmowanie krzyży ze ścian, Panie Prezydencie? To ciekaw jestem, co Pan powie na dowieszanie emblematów innych religii, obok owych, obecnie miłościwie nam panujących, jedynie słusznych, krucyfiksów? Jak promować, to po równo! W końcu szkoła to ponoć miejsce, gdzie dzieciaki przyswajają wiedzę o możliwości wyboru, tolerancji, etycznej poprawności i sprawiedliwości w każdym możliwym aspekcie życia, a religia jest jak najbardziej, jednym z tych aspektów właśnie! Poza tym, wszelki monopol w kapitalizmie jest przecie równie niepożądany, co lobbystyczny układ w polityce, nieprawdaż?


dodajdo.com