środa, 8 sierpnia 2012

T-Mobile MIX - nowy numer nowe problemy





Kto w XXI wieku przewidziałby, że założenie nowego numeru w międzynarodowej wręcz sieci komórkowej, może być tak trudne, a wręcz niemożliwe... Ale od początku.

Pod koniec lipca 2012 Pani Monika podpisała z T-Mobile umowę na świadczenie usług telekomunikacyjnych w opcji MIX. Dostała kurierem telefon wraz z kartą SIM i numerem telefonu, które wybrała sobie wcześniej na stronie internetowej T-Mobile.pl. Pozostało już tylko czekać, aż operator uaktywni kartę SIM. I tak czekała, czekała, czekała... W końcu, pewnego pięknego dnia otrzymała upragniony komunikat, że karta jest aktywna i można z niej korzystać. I owszem dodzwonić się do niej można bez problemu. Przy próbie połączenia z kimkolwiek, na początku otrzymywała oczywiście komunikat, że konto jest niezasilone. Postanowiła więc to uczynić, kupiła w kiosku kod na doładowanie za 50 zł. Jednak, przy próbie użycia go, na wyświetlaczu wyskakiwał jedynie jakiś nieokreślony BŁĄD i tyle. Środki na koncie się nie pojawiły, nadal nie mogła wykonać żadnego połączenia - nawet do swojego operatora. W słuchawce natomiast pojawił się uprzejmy głos mówiący tylko tyle, że jej karta została zablokowana.

Czyli co, podpisała umowę, dostała telefon z kartą SIM, ale bez możliwości wykonywania połączeń wychodzących.

Pierwsze zgłoszenie problemu u operatora przez telefon (znajomego), dało nadzieję na szybkie załatwienie sprawy. Miła Pani w słuchawce oznajmiła, że wina ewidentnie leży po stronie T-Mobile, że jej numer jest źle zalogowany w systemie i obiecała zająć się sprawą osobiście. W ciągu góra 5 dni roboczych sprawa miała zostać załatwiona, a poszkodowana miała otrzymać od firmy bonus w postaci doładowania jej konta. Ucieszona, należytym potraktowaniem klienta i należytą reakcją operatora (wiadomo błędy się zdarzają), odłożyła telefon na półkę i czekała... Kolejne 6 dni i nic. W końcu komunikat, że problem został rozwiązany. Próba połączenia z kimkolwiek i niestety, w słuchawce nadal miły głos, oznajmiający że karta została zablokowana...

Kolejny dzień, następna rozmowa z Obsługą Klienta i znów obietnica, że sprawa zostanie naprawiona priorytetowo, tym razem w ciągu 60 godzin + wytargowane dodatkowe 20 zł zadośćuczynienia, za to że od podpisania umowy, przez tyle dni nie może korzystać z telefonu.

Mija 24 godziny, Pani Monika znowu dostaje smsem komunikat, że problem naprawiony. Niestety, historia się powtarza i nadal nie może się z nikim połączyć, karta zablokowana...

Kolejny telefon do operatora i co? Pani tłumaczy, że w systemie problem nadal widnieje jako zgłoszony, ale nie naprawiony, więc wysłany do niej komunikat nie jest aktualny. Skoro problem w systemie jest nienaprawiony, to z jakiej racji dostaje kolejny raz wiadomość, że sprawa została załatwiona?! Pyta grzecznie, na co odpowiedzi nie dostaje.

Reasumując:
Mija już drugi tydzień od podpisania umowy, a z telefonu korzystać nie można.
Pytanie jakie się rodzi - czy w obecnych czasach, operator ma jakąkolwiek wymówkę, która go usprawiedliwia w takich przypadkach?
Moim zdaniem NIE, zatem skoro wystawia daną kartę SIM z konkretnym numerem na sprzedaż, to numer ten ma być GOTOWY DO UŻYCIA bez dodatkowych działań ze strony klienta jak i usługodawcy, inaczej kompromituje się w oczach klientów jak i samego rynku, a konkurencja nie śpi!

Drodzy operatorzy - macie obecnie takie możliwości, że aż wstyd czytać o takich przypadkach!


wtorek, 26 lipca 2011

Zmiana adresu bloga!

Jak w tytule.
Postanowiłem zmienić adres bloga na krótszy, łatwiejszy do zapamiętania. Mam nadzieję, że poprawi to dostępność tej strony.

Od dziś jest to adres:

piątek, 1 lipca 2011

Od dzisiaj założysz firmę, nie wychodząc z domu!

Krótka notka o bardzo przydatnej opcji, której doczekaliśmy się w rozwoju naszego "cyfrowego Państwa".
Od dziś rusza strona, za pomocą której możesz założyć/zawiesić/zaktualizować swoją działalność gospodarczą, bez wychodzenia z domu i stania w kolejkach do okienka (na dodatek jednego)!
Mowa o www.firma.gov.pl, projekcie rządowym, który po spisie ludności on-line, e-mycie, jest kolejnym wprowadzonym "usprawniaczem" dla nas, szarych obywateli. Niestety, jak już się utarło i niemal polską tradycją się stało, strona w momencie uruchomienia, prawdopodobnie nie wytrzymała naporu zainteresowanych, przez co najzwyklej w świecie przez jakiś czas była niedostępna.
Informatycy odpowiedzialni za rządowy projekt, przekierowali więc adres firma.gov.pl na serwer produkcyjny projektu, na którym testowano cały system tj. http://prod.ceidg.gov.pl/ceidg.cms.engine/. Powstaje jednak pytanie, czy jeśli ktoś skorzysta ze strony w tym momencie, to czy jego wniosek i dane trafią do właściwej jednostki rządowej, skoro system działa na serwerach produkcyjnych??
Grube miliony podatków i dotacji unijnych, znów nie zagwarantowały bezproblemowego startu, tak przecież potrzebnej funkcji e-państwa.

W każdym razie, system obecnie można sobie przetestować, mając nadzieję, że niedługo wszystko zostanie naprawione i będzie działać na docelowych serwerach, a dodając do tego równoczesne wejście w życie ustawy o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, znoszącej wymóg dostarczania do urzędów zaświadczeń i wprowadzenie zamiast nich oświadczeń, można poczuć lekką ulgę, że coś się jednak w kraju zmienia i to na lepsze...

sobota, 18 czerwca 2011

PZU = Przywalimy Za Umowę



Kolejny mail od czytelnika:
Drogi JKB!
Piszę do Ciebie, bo staram się nagłośnić swój przypadek, który swój finał będzie zapewne miał w sądzie.
Otóż w 2006 roku, byłem nieszczęśliwym posiadaczem ubezpieczenia samochodu OC, w firmie znanej chyba każdemu Polakowi, tj. PZU SA. Umowa opiewała w dwie raty, które zapłaciłem w terminie, po czym zgodnie z regulaminem i obowiązującym prawem pisemnie wypowiedziałem umowę ubezpieczenia miesiąc przed końcem polisy. Po paru dniach PZU wysłało do mnie pisemne potwierdzenie wypowiedzenia umowy z podziękowaniami za współpracę itd., które posiadam w dokumentach do dziś. Sprawa wydawałoby się prosta i załatwiona jak należy. Do roku 2010, kiedy to do mojego pracodawcy wpłynęło pismo od komornika, który wyrokiem sądu ściągnął (w kilku ratach) z mojego wynagrodzenia, zadłużenie w kwocie 1500 zł + odsetki i koszty sądowe, powstałe z rzekomego nieopłacenia przeze mnie składki za OC w PZU SA! Wspomnę jeszcze tylko, iż wcześniej nie otrzymywałem żadnych powiadomień od ubezpieczyciela w tej sprawie, przez 4 lata kompletna cisza i nagle komornik na mojej pensji! Można sobie wyobrazić moje wkurw... wkurzenie, ale sprawa jak widać może się przydarzyć każdemu, nawet najbardziej skrupulatnemu, a za takiego siebie uważam, klientowi TU. Na zakończenie dodam, iż nigdy nie miałem żadnej innej umowy z pow. ubezpieczycielem, sprawa dot. tej jednej polisy i nawet teraz kiedy dług został uregulowany, mam dziwne przeczucie, że mogą mi wyciąć taki numer ponownie, bo czemu nie, skoro za darmo mogą wziąć od kogoś pieniążki? Wszystko to należy brać pod rozwagę, przy wyborze ubezpieczyciela... Ku przestrodze!
~kowal

Jak widać, sprawa prosta i wydawałoby się oczywista, w PZU ktoś popełnił błąd, za który zapłacił niczemu nie winien klient i to ON będzie się teraz musiał starać o odzyskanie swoich ciężko zarobionych pieniędzy, bo wyrok sądowy, nakazujący ich odebranie, zapadł oczywiście bez jego udziału w rozprawie, czyli zaocznie. Gdyby chociaż otrzymał jakieś powiadomienie, że w takiej a takiej sprawie toczy się postępowanie sądowe, miałby możliwość jakiejkolwiek obrony, mógłby okazać rzeczony dokument, potwierdzający, iż umowę polisy rzeczywiście wypowiedział i sprawa zapewne skończyłaby się polubownie, a tak... Szkoda gadać.

Swoją drogą, ciekaw jestem ilu jest w Polsce takich poszkodowanych przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe i ilu poszło z odsieczą do sądu po odzyskanie swoich utraconych pieniędzy?!

P.S. Autor listu obiecał, że jak tylko będzie miał chwilę, prześle mi skan owego potwierdzenia wypowiedzenia umowy, wystawionego przez PZU SA. Jak tylko go dostanę, od razu go tu zamieszczę.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Na kogo zagłosuję w przyszłych wyborach?

Wywiad z Autorem bloga Jak Kuba Bogu...


 Warszawa, 3 kwietnia 2011 r.




- Standardowe pytanie "na kogo zagłosować w przyszłych wyborach?"
- Na RPP - czyli Ruch Poparcia Palikota!
- Dlaczego?!
- Jest wiele powodów! Między innymi dlatego, że Palikot otwarcie sprzeciwia się hipokryzji, arogancji i chamstwu kościelnych hierarchów w tym kraju. Strasznie mnie mierzi, kiedy słyszę, że pewien proboszcz, nie dał dziecku komunii świętej tylko dlatego, że rodzice nie dali mu w kopercie odpowiedniej sumki pieniędzy! To jest po prostu obrzydliwe i trzeba z tym wreszcie skończyć!
- Polacy są z gruntu katolikami, mają dla kościoła wielki szacunek i zgadzają się na takie praktyki od lat. Ba! U większości rodzin, te tematy się po prostu przemilcza, bo ludzie nie chcą, by ich dzieci w jakikolwiek sposób, były do kościoła uprzedzone.
- Dokładnie! A czemu nie powiedzieć dzieciom, że ich katecheta w szkole, jest takim samym człowiekiem jak każdy z nas i też mu się zdarza pogrzeszyć? Czemu nie uświadomić dzieciom, że kościół katolicki w Polsce czerpie po prosu zyski finansowe ze swych wiernych, poddanych - parafian? Swoją drogą pradawna historia i znaczenie samego słowa - parafianin - jest bardzo ciekawa i na dzień dzisiejszy zaskakująco aktualna.
- No dobrze, to jeśli nie religia katolicka w szkołach, to co? Przecież w budżecie szkoły nie ma miejsca, na pensje dla przedstawicieli wszystkich religii, tylko po to, by każdy uczeń miał wolny wybór?
- A nie można spraw duchowych, czy wiedzy o danej wierze, potraktować jako dodatkowy program nauczania i zostawić do wyboru dla dziecka i jego rodziców po lekcjach, może i nawet dodatkowo płatny? Czy każdy dzieciak, który ma obowiązek chodzenia do szkoły w tym kraju, musi wysłuchiwać jak to Judasz sprzedał Jezusa za kilka srebrników, po czym mimowolnie uzna, że Żydzi są złem tego świata i nie można im ufać? Mimo faktu, że przecież sam Jezus też był Żydem, ale zaręczam, że tego się już w szkołach tak nie zaznacza.
- No dobrze, zostawmy sprawy religii a przejdźmy do sfer gospodarki i ekonomii. Z tego co wiem, ukończył Pan liceum ekonomiczne, więc co nieco się Pan w tej dziedzinie orientuje. Jak widzi Pan przyszłość ekonomiczną kraju pod rządami RPP?
- Dobre pytanie, bo przyglądając się ruchom Palikota w tej sferze, troszeczkę mi się śmiać chce, ale i tak wolę jego infantylne działania, niż nic nie robienie, bądź uchwalanie co i rusz ustaw pisanych przez imbecyli, czy tzw. rachmistrzów władzy. O co chodzi? Ano o to, że każda obecnie wydana ustawa dot. gospodarki kraju ma wyłącznie jeden cel - przysporzyć korzyści materialnych skarbowi państwa, a przez to i tym, którzy są na szczycie. Szary lud - niczym prastarzy parafianie właśnie - ma pracować, łożyć na państwo (w coraz większym stopniu i pod byle pretekstem) i nie oczekiwać niczego w zamian, bo... Mamy kryzys i finanse publiczne stoją w rozpadzie! Otóż, moi drodzy, to wszystko, to jedna wielka propaganda, prowadzona przez bardzo sprawnie działające mechanizmy lobbingu i (niestety) PR-u. Ileż nasi rządzący miliardów zł już przejedli, albo bezpodstawnie wydali, bo mogą, bo nikt ich przecież nie rozliczy. Nie mówię teraz o tym, że Premier Donald Tusk bogaci się naszym kosztem, w to nie uwierzę, bo znam mentalność tego człowieka, mówię natomiast o przyjęciu przez PO takiego modelu kapitalizmu, który wysysa z najbiedniejszych ostatni grosz, nie dając w zamian praktycznie niczego, z tym że przez nieumiejętność wykorzystania możliwości naszej gospodarki, podnoszenie wydatków Państwa oraz samych podatków, a przy tym poszerzanie biurokracji i administracji, nie daje się możliwości młodym, zdolnym i wykształconym ludziom, by mogli wyjść z tej biedoty i podnieść stopę życiową. Jest tu pewien symilaryzm do modelu rosyjskiego, gdzie nie ma klasy średniej - są tylko bardzo bogaci (zawyżający statystyki) i bardzo biedni... Czy chcemy, by nasz kraj tak właśnie wyglądał? Śmiem twierdzić, że nie, dlatego jestem i ufam ekonomicznemu instynktowi Palikota.
- A co Pan uważa o planach budowy elektrowni atomowej w Polsce - ostatnio temat na topie?
Elektrownie atomowe są niebezpieczne i nieekologiczne, nie ma tutaj żadnej dyskusji! Wszyscy dobrze wiemy, jak polskie służby pracują, jak budujemy drogi, jak ochraniamy obiekty strzeżone, czy choćby jak gramy w piłkę nożną! Dla mnie wybudowanie teraz, czy nawet za kilkanaście lat, elektrowni atomowej w tym kraju, to jak stworzenie bomby z opóźnionym zapłonem! Jestem pewny, że brak szkoleń i sama jakość tychże, poziom naszych służb sanitarnych, inspekcji nadzoru budowlanego, zaplecza ratownictwa i służb potrzebnych do "sprzątania", czy napraw przy ew. problemie, byłaby katastrofalna w skutkach! Wystarczy spojrzeć, jak radzimy sobie w przypadku powodzi, bądź jak im zapobiegamy, a raczej NIEzapobiegamy!
Tak! Twierdzę, że jeśli nie ma się zaplecza i przygotowania, nie powinno się czegoś robić! Przecież el. atomowa to tony, tysiące ton, radioaktywnych odpadów, które muszą być gdzieś składowane i to przez tysiące lat! Wyobrażacie sobie takie składowisko gdzieś na terenie Polski, a raczej jego zabezpieczenie? Przecież my dzisiaj, nie potrafimy nawet dobrze zabezpieczyć lotniska, a co dopiero obiektu, który mógłby posłużyć za broń, w rękach terrorystów. A wojsko?? Wojsko to my mamy w Afganistanie czy Iraku i nie widać końca tej ich służby... To tak, jakbyśmy chcieli teraz wybudować statek kosmiczny, który miałby polecieć z załogą na Marsa! Jak myślicie, doleciałby chociaż na orbitę?
- Narzekanie na stan Państwa polskiego, ma Pan opracowane do perfekcji, a może jest jakiś promyczek optymizmu. Coś, co Polacy robią dobrze, a może są nawet najlepsi na świecie. Innymi słowy, jaki mamy potencjał i w jakim kierunku powinniśmy iść, by ten potencjał wykorzystać na skalę światową?
- Wg mnie mamy zdolnych programistów, speców od IT i w tym kierunku szukałbym dla nas szans na zaistnienie w świecie. Mam nawet teorię, dlaczego jesteśmy w tym naprawdę dobrzy. Pomaga nam w tym narodowa duma i przeświadczenie, że podołamy każdemu wyzwaniu, a za takie uważamy nowe technologie, a upór /nasza cecha narodowa/ w dążeniu do tego, daje nam straszliwego kopa!
- Może to i prawda, Polak uparty jak osioł, ale jak to wykorzystać, zbudować kolejną dolinę krzemową?
- Może. A może wystarczy ośrodek dla zdolnych matematyków, fizyków, programistów. Ośrodek na światowym poziomie, z przywilejami i warunkami godnymi mistrzów w tych dziedzinach, wystarczy kilkanaście miliardów złotych, by w przyszłości mieć armię najlepszych na świecie specjalistów w gałęzi gospodarki, która przecież rozwija się najszybciej i najdynamiczniej oraz jak mówią specjaliści, jest przyszłością! Skąd wziąć środki na sfinansowanie takiego projektu? Trzeba po prostu w końcu przestać się bać tematów tabu i zadać sobie pytanie - co jest dla nas ważniejsze? Edukacja i wykorzystanie zdolności młodzieży, czy wiara w lepsze jutro, religia i kolejna największa, najpiękniejsza i najznamienitsza świątynia opatrzności bożej na świecie?
- No dobrze, a co Pan sądzi o postępach przygotowań Polski do Euro 2012? Damy radę?
- Szczerze mówiąc, nie. Nie damy rady, w aspekcie infrastruktury jest gorzej, niż było. Nie dość, że wszystko rozkopane, to to, co było robione wcześniej, już nadaje się do remontu generalnego. Weźmy przykład oddanej niedawno S8 - przecież za rok będziemy tam mieli, kolejne remonty, objazdy i tak w kółko. Dlaczego tak jest? Z jednej strony, firmy budowlane muszą z czegoś żyć i jak zrobią coś na długie lata, to nie będą miały z tego kontraktów na poprawki i przyszłe remonty. Z drugiej strony brak nadzoru i kontroli oraz mechanizmów sankcyjnych, wymuszających na budowlańcach surowe kary za wszelkie niedoróbki i fuszerki.
- Ale wykonawcy Stadionu Narodowego są póki co chwaleni.
- To, że nie mówi się w mediach o żadnych ekscesach, nie oznacza, że ich brak. Już dwoje pracowników straciło życie, przy budowie tego stadionu. Dziwnym trafem, urwał się dźwig windy, co oznacza, że przygotowanie techniczne naszych firm budowlanych, budzi podejrzenia. W moim miejscu pracy, wyłoniono po przetargu firmę, która miała zrobić remont generalny podwórka i magazynów pod nim. Nie dość, że prace trwały ponad rok, bo firma miała co chwilę nowych pracowników, wyglądało na to, że biorą ich z łapanki, to do dzisiaj prace nie zostały zakończone, mimo że odbiór był już pół roku temu. Okazało się, że po zakończeniu prac, woda deszczowa nadal cieknie po ścianach pod podwórkiem i trzeba było rozkopywać od nowa, przy czym stan ten utrzymał się do dnia dzisiejszego i nie wiadomo kiedy w końcu firma poczuje się do odpowiedzialności, by dokończyć naprawę. Dobrze, że woda już nie cieknie pracownikom, pracującym w magazynach na głowę. Ale ogólnie, tak wygląda właśnie mechanizm przetargowy, firmy stają w szranki rzucają wstępny kosztorys i ta, która poda najniższą cenę wygrywa. Z tym, że nie jest przy tym weryfikowana w żaden sposób, czy się nadaje do tego typu prac, czy ma odpowiednie zaplecze, jakie prace wykonywała dotychczas i z jakim skutkiem? Na takich "fachmanów" idą nasze publiczne pieniądze właśnie! Skandal, czyż nie?
- Jak RPP miałby to zmienić?
- Przede wszystkim, należałoby obarczyć urzędnika odpowiedzialnością karną i finansową za zatwierdzanie oferentów w przetargach. Wstępna weryfikacja firmy startującej w przetargu, jak mówiłem wcześniej, sporządzona na papierze byłaby pierwszym dowodem, iż firma znikąd nie wygrała przetargu "po znajomości". Urzędnik odpowiedzialny za projekt, administrator, zarządca mienia, byłby wtedy współwinny wszelkim fuszerkom i niedoróbkom. Założę się, że skończyłyby się afery typu otwartej niedawno S8. Kontrola po wykonaniu pracy może jedynie nie dopuścić takiej trasy do ruchu, ale nie oszukujmy się, wszyscy naciskamy na to żeby droga jednak była, już mniejsza w jakim stanie, byle tylko nie stać w korkach i tak właśnie to wygląda teraz, presja społeczeństwa i niemożność zburzenia powstałej drogi i budowy jej od początku, dopuszcza takie fuszerki do użytku na długie lata. Do tego kontrakty są tak skonstruowane, że firma po odbiorze obiektu, praktycznie zbywa się odpowiedzialności za niego. Tak też było w przypadku piaseczyńskiej firmy MultiHekk, która oddała do użytku słynnego "Titanika", którego elewacja sypała się w kilka miesięcy po odbiorze i sypie się do dnia dzisiejszego, stwarzając śmiertelne niebezpieczeństwo dla mieszkańców. Mało tego, mimo tej ewidentnej fuszerki firma ta, wygrywała kolejne przetargi na budowę osiedli mieszkaniowych - Słowicza i Energetyczna w Piasecznie. Dziś dopiero dowiadujemy się o postawieniu zarzutów ówczesnemu inspektorowi nadzoru budowlanego w Piasecznie, tyle że te budynki i osiedla już powstały. Ludzie w nich mieszkają i płacą za każdy remont z własnych kieszeni, a firma MultiHekk do dziś dumnie prosperuje i cieszy się największą ilością zakończonych inwestycji. Mało tego, sprawozdania finansowe wykazują, że jest to najbogatsza firma w Piasecznie! Zamiast tego, jej szefowie i kierownictwo już dawno powinni siedzieć w więzieniach! RPP ma w swoim programie pomysły odpowiedzialności urzędniczej i to mające duże szanse przerodzenia się w konkretne ustawy i rozporządzenia, których Polska i my Polacy, tak bardzo teraz potrzebujemy!

Rozmawiał Strongusek

sobota, 20 listopada 2010

Darmowe minuty do wszystkich, prócz... - takie rzeczy, tylko w Erze!

Kolejny temat, który mnie zbulwersował. Jak zwykle, po dupie dostaje oczywiście klient, nawet ten długoletni.

Bierzesz w Erze abonament Rodzina z DARMOWYMI minutami? Uważaj czy, wśród Twoich bliskich nie ma kogoś kto posiada telefon w sieci innej niż PREFEROWANE (czyt. ERA, Orange, Plus), bo Twoje darmowe minuty, zamienią się wtedy na te "droższe od innych"!

I tak oto z 0 zł za min. rozmowy z osobą w innej sieci, mamy 0,59 zł/min, a 1 SMS z darmowego zrobi się płatny!
Mało tego, na stronie ERY, widnieje wyraźna oferta z tańszymi minutami  do wszystkich. Radzę przeczytać tekst pod ofertą (ten po *). Po jakiemu to, o co cho i kim są Operatorzy Infrastrukturalni? Co mnie w ogóle obchodzi infrastrukturalność sieci GSM?!


W regulaminie świadczeń usług Era, zamieściła odpowiednie objaśnienie (całość zamieszczam pod postem):



Ostrzegam zatem indywidualnych klientów ERY, którym w niedalekiej przyszłości kończy się obecna umowa, a mają znajomych, czy bliskich, korzystających z usług zdefiniowanego powyżej innego operatora "infrastrukturalnego". Moim zdaniem telekomy powinny się jakoś dogadać, bo obecna sytuacja negatywnie wpływa na zadowolenie klienta (nie wybiera się już przyjaciół/znajomych po początkowych cyfrach ich numeru telefonu - zgadza się?)!

A tak poza tym:
Oferta "DO WSZYSTKICH, PRÓCZ...", nie powinna w dzisiejszych czasach w ogóle mieć miejsca, nie sądzicie? Rynek ma tak wielki popyt, że naprawdę nie trzeba sobie utrudniać życia, tylko dlatego, że ktoś posiada własną sieć dostępu i każe za korzystanie z niej płacić. Zresztą co to obchodzi szarego klienta? On chce wiedzieć, że w miesiącu może wygadać tyle i tyle minut za free, bez zastanawiania się przed każdą rozmową, w jakiej sieci będzie jego rozmówca! Poza tym, obecnie, kiedy można przenosić numer z jednego operatora do drugiego, nie da się już przewidzieć, kto w jakiej sieci ma telefon...

A co do nazwy samej oferty, tu do gry zapraszam UOKiK oraz sam UKE, bo skoro taryfa nazywa się DO WSZYSTKICH, a w szczegółach oferty czytamy, że jednak nie jest tak różowo, to sama nazwa wprowadza klienta w błąd.







poniedziałek, 15 listopada 2010

Państwo zakazowo/nakazowe - bo palenie szkodzi.


Pozwolę sobie umieścić tutaj swój komentarz, który zamieściłem pod linkiem do artykułu na Facebooku, odnoszącym się do sprawy nurtującej nas wszystkich w dniu dzisiejszym i od tegoż dnia właśnie, a mianowicie znowelizowanej ustawy antynikotynowej - bardziej restrykcyjnej od dotychczasowej.

Kwestia nakazów/zakazów i swoistej nadopiekuńczości Państwa Polskiego, prowadzącego swoich obywateli przez życie, bezustannie łapiąc/ trzymając ich za rączkę, była już poruszana na tym blogu, czas zatem na kolejną cegiełkę w tym fundamencie wynaturzeń:

Obie strony (za i przeciw - przyp. JKB) mają swoje racje. Palenie w pomieszczeniach zamkniętych,bezwzględnie naraża biernych palaczy na utratę zdrowia i nie ma co z tym dyskutować! Przy okazji, skoro już się tak zapędzamy z tym ściganiem palaczy, postawiłbym w tej kwestii pytanie: czy wobec tego, palenie w pomieszczeniu zamkniętym przy osobach trzecich, jest tylko wykroczeniem, czy już przestępstwem ściganym z KK (bo skoro powszechna jest wiedza o szkodliwości owego czynu, to nie ma tu mowy domniemaniu niewinności)?! Oczywiście trzeba brać również pod uwagę drugi aspekt tj. samo zjawisko uzależnienia od papierosa - a nie wypłynęło ono ot tak sobie znikąd, tylko były to długoletnie działania marketingowo-lobbingowe firm, które zbiły na tym biznesie biliony trylionów! Mało tego, gdyby, ktoś mundry wziął się za sprawdzenie i nagłośnienie tego, ile w jednym papierosie mamy substancji UZALEŻNIAJĄCYCH, a na dodatek zaczął Z TYM walczyć, a nie z palącymi, to na pewno nie mielibyśmy dziś kwestii wolności obywatelskich! Ale wiadomo, pieniążki czynią cuda, a wchodzą tu w rachubę naprawdę niewyobrażalne sumy! Jest jeszcze kwestia badań, jak dym nikotynowy ulatnia się na świeżym powietrzu na otwartej przestrzeni i w jakiej odległości od drugiej osoby może być szkodliwy, w celu doprecyzowania, czy można palić np. w parkach, czy na plaży... Wszystko to prowadzi do konkluzji, że aby definitywnie zabronić palenia w każdym miejscu publicznym, trzebaby doprecyzować i podeprzeć się twardymi dowodami, dlaczego tak a nie inaczej. Za dużo jest obecnie niejasności! IMHO,
szkoda tak naprawdę czasu i pieniędzy podatników na ustawy zabraniające - lepiej edukować i wychowywać młodzież w taki sposób, aby wszelkie nałogi od jakichkolwiek używek były dla niej światopoglądowo niedopuszczalne!
Jeden z komentatorów dnia dzisiejszego słusznie zauważył, że "pozwalając ograniczać własną wolność w imię poprawy bezpieczeństwa, pozbawiamy się i wolności i bezpieczeństwa."

Zatem, Drogi palaczu!
Jeśli Twój nałóg, jest silniejszy od Twojego sumienia i woli nieszkodzenia innym, najwyższy czas podjąć decyzję i zadać sobie podstawowe pytanie - czy chcę już do końca swojego życia, uprzykrzać życie innym i jednocześnie samemu sobie?
Jeśli odpowiedź na nie jest twierdząca - nie pozostaje Ci nic innego, jak nie wychodzić z domu, bo w Naszym kraju, jak widać, szkodniki się tępi i to przy pomocy prawa, które ponoć ma służyć każdej jednostce...

A dla tych, którzy na powyższe pytanie odpowiedzą sobie przecząco - polecam książkę Allena Carr'a pod tyt. "Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie".
Poważnie i bez reklamy! Znam osobiście, co najmniej jeden przypadek skutecznego pozbycia się nałogu, po przeczytaniu pow. książki!

POWODZENIA!


niedziela, 24 października 2010

Szybki kredyt w mBanku? Najpierw znajdź linka do swojej umowy!

- Kredycik, szybki kredycik!!! Bez formalności, bez zaświadczeń! Kredycik!
- Jak?!
- Wystarczy mieć konto w mBanku, na które przelewasz co miesiąc stałą kwotę pieniędzy. Uosiu!
- I co?!
- I oni już Ci dobiorą odpowiedni kredycik! Składasz wniosek, wpisujesz ile chcesz dostać i ju! Wszystko przez Interneta, parę kliknięć myszką, bez wychodzenia z domu, normalnie!
- Super! To ja kcę!

No i wziąłem...
Ale jako, że pech to moja specjalność, z szybkiej pożyczki, zrobiło się oczekiwanko na naprawę błędu banku...
A wszystko przez głupi system, który nie wygenerował linka do sporządzonej dla mnie umowy, którą trzeba zaakceptować=podpisać cyfrowo, żeby otrzymać pieniądze!

Widzicie tu gdzieś odsyłacz do umowy, który można by zaakceptować??!! Nie? Ja też nie! Sprawdzone na kilku komputerach, różnych przeglądarkach jak i w samej siedzibie mBanku, na ich komputerze! Wszędzie brak linka, czyli - nici z kredytu.

Co jednak najbardziej wkurza w całej historii? To procedury, które w tego typu przypadkach proponuje nasz pierwszy bank internetowy w Polsce! Otóż jedyne co mi doradzono to:
czekać na telefon od nich po kilku dniach i (uwaga!) zaakceptować umowę kredytową telefonicznie (czyli w ciemno?), albo czekać, aż obecna wiadomość "wygaśnie" w systemie z powodu braku mojej akceptacji i system wyśle mi nową z być może poprawnie już wygenerowanym linkiem do umowy!

Tak, czy siak, z szybkiej pożyczki nici!

A upatrzone auto, czekać na mnie zapewne nie będzie...

sobota, 11 września 2010

Farsa Cyfrowego Polsatu!

Niedawno pisałem o przypadku Pana Pawła, który nie mógł się doczekać karty od Polsatu Cyfrowego.

Jak się właśnie dowiedziałem, kartę w końcu otrzymał... Tyle, że parę tygodni po rozwiązaniu umowy z CP!
Zrezygnowany ciągłym czekaniem i niemożnością dowiedzenia się czegokolwiek od infolinii Polsatu, postanowił zerwać współpracę z CP, po czym zamówił usługi u konkurencyjnego operatora i już tego samego dnia mógł cieszyć się telewizją w HD!

Jakież było jego zdziwienie, kiedy parę dni temu, do drzwi zapukał listonosz z przesyłką (płatną za pobraniem), sygnowaną logiem CP. Nie tak dawno jeszcze upragniona KARTA, leżała teraz bezwiednie w dłoniach nieuświadomionego listonosza, zadając spod koperty jedno pytanie - Kochasz mnie jeszcze?
Oczywiście listu nie przyjął, dając do zrozumienia listonoszowi, że nie życzy sobie więcej przesyłek z danym logiem, zamknął drzwi, wrócił do swojego salonu, zasiadł w obszernej, skórzanej kanapie, włączył swój wypasiony TV z FullHD i zanurzył się w ofercie prawdziwie cyfrowej telewizji...
Czego sobie i Wam życzę!

P.S. Niech żyje konkurencja!

czwartek, 5 sierpnia 2010

TP rządzi i dzieli - czyt. nic się nie zmieniło


Zakładając JKB, nie miałem pojęcia, że głównymi sprawami, jakie będę na nim opisywał, okażą się być te, które przydarzyły mi się osobiście. Miałem nadzieję (płonną), że będzie to po prostu miejsce, gdzie dam upust swoim krytycznym ocenom, wobec nieudolnych prób kierowania Państwem i tworzenia prawa pod swoim kątem, przez tych "na górze"... Od pewnego jednak czasu, blog ten, przekształca się w swojego rodzaju pamiętnik mych własnych potyczek z polskim kapitalizmem, który próbuje mnie, uczciwego człowieka, na każdym kroku, wyrolować, lub co gorsza okraść, a wszystko w ramach obowiązującego w naszym kraju prawa (vide sprawa z GE Money Bank). Zakładając, że tego typu sprawy, cieszą się zawsze najlepszą "poczytnością", zaprezentuję dzisiaj kolejną, która także dotknęła mą skromną osobę.